Wieś Markowa przed drugą wojną światową, niczym nie odróżniała się od tysięcy wsi rozrzuconych w II Rzeczpospolitej. Podkarpacka wieś stanowiła typową mieszankę ludności polskiej, ukraińskiej, białoruskiej, rosyjskiej i żydowskiej. Wszystkie społeczności mieszkały obok siebie, a sytuacje konfliktowe występowały bardzo rzadko. Markowscy Żydzi zajmowali się głównie handlem i uprawą ziemi. Dzieci zazwyczaj uczyły się w jednej szkole publicznej, ale trzymały się swoich rodaków. Miejscowa diaspora gromadziła się na uroczystości religijne w Łańcucie. Do Łańcuta jeździła także rodzina Goldmanów. Zanim upadła II Rzeczpospolita, wszyscy mieszkańcy żyli bezpiecznie.
-
Kategoria: Swoimi Słowami o historii
-
Opublikowano: 26 Mar R
-
Odsłon: 37
„Siostry w nocy zamykają mnie na klucz z dwójką starszych chłopaków – prawie wykrzyczał Paweł. – A tamci co noc mnie dotykają”. Paweł rozpoczął nowy rok szkolny w Szkole Podstawowej nr 8 w Zabrzu, we wrześniu 20085 roku. Wszyscy wiedzieli, że to kolejny „kolega z bidulca od pingwinów”, jak były nazywane dzieci od Boromeuszek. Paweł był wycofany, wiecznie śpiący, nie potrafił się skupić. Szybko stał się obiektem żartów i kpin ze strony innych uczniów. Stan ten zaniepokoił wychowawczynię i zastępcę dyrektora w jednej osobie, Zofię Włodarską. Przede wszystkim zwróciła uwagę na brudną odzież, dziurawe skarpetki, za małe buty… Zadzwoniła do Bernadetty i wyraziła swoje zaniepokojenie stanem odzieży Pawła. Pawła nie było kilka dni w szkole. Historia się powtarzała. Paweł wracał na kilka dni do szkoły, potem znikał na kolejne dni. Pani Włodarska postanowiła bliżej się przyjrzeć całej sprawie. Już nie tylko odzież. Koledzy Pawła poinformowali, już bez śmiechu, że ma on dziwne przebarwienia na skórze. Zauważyli to, kiedy przebierali się na lekcję wychowania fizycznego. Zapytany, skąd się wzięły te dziwne ślady, zaczął się szarpać i chciał uciekać. Paweł został zabrany do pedagoga, gdzie czekała na niego także Pani Zofia. Przerażony Paweł na kolanach błagał, aby nie informowały o tej rozmowie siostry Bernadetty. Po raz pierwszy Paweł błagał, aby nie odsyłać go z powrotem. Był gotowy na wszystko, aby tylko nie wracać. Wyznanie chłopca przeraziło nauczycielki. Zakonnice biją go po twarzy, używają wieszaków, mopa, a jeżeli im się nie chce, to proszą starszych kolegów, aby wyręczyli siostry w „wymierzeniu sprawiedliwej kary”. Sytuacja była tak dramatyczna, że Panie postanowiły działać.
-
Kategoria: Moje Filmy
-
Opublikowano: 11 Mar R
-
Odsłon: 32
W Polsce Dzień Kobiet rozpoczęto hucznie świętować dopiero po II Wojnie Światowej. Miało to związek z nastaniem rządów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, czyli władzy ludowej. Dopiero po latach się okazało, że ludowa, to ona była tylko z nazwy, a jej jedynym celem było budowanie państwa totalitarnego, podporządkowanego mocodawcom ze Związku Radzieckiego. Chociaż Dzień Kobiet swoją socjalistyczną tradycję miał od początków dwudziestego wieku, to w Polsce dopiero owa „ludowa władza” zakorzeniła owy wyjątkowy dzień w kalendarzu na stałe. Od 1975 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych uznała socjalistyczne święto, jako Międzynarodowy Dzień Kobiet i święto przestało być już tylko „komunistyczne”, jak wielu jego przeciwników błędnie uważa do dzisiaj.
-
Kategoria: Swoimi Słowami o społeczeństwie i polityce
-
Opublikowano: 11 Mar R
-
Odsłon: 43
Czy Bóg wybaczył siostrze Bernadecie?
Szóstego lutego, w Rybniku, około godziny trzynastej Mateusz Domaradzki wyszedł z domu swojej sąsiadki, która się nim opiekowała w godzinach pracy jego rodziców. Ośmiolatek nie ma daleko do domu. Wszyscy mieszkają blisko siebie, znają się, widzą codziennie. Nikogo nie dziwi, że kilkulatkowie wychodzą na dwór w najbliższe okolice bloków. Matka Mateusza wróciła do domu, przygotowała obiad i wyszła do sąsiadki odebrać syna. Od znajomej dowiaduje się, że chłopiec wyszedł jakiś czas temu i powiedział, że sam wróci do domu. Nigdy do swojego domu nie trafił. Mijają kolejne godziny. Rodzice zgłaszają zaginięcie syna na policji. W poszukiwaniach biorą udział strażacy, sąsiedzi, wolontariusze z całego miasta. Nie znaleziono ani chłopca, ani ciała.
-
Kategoria: Swoimi Słowami o społeczeństwie i polityce
-
Opublikowano: 08 Mar R
-
Odsłon: 108
W nocy z 8 na 9 lutego 1943 roku, bandy ukraińskich nacjonalistów wymordowały we wsi Parośla na Wołyniu od 159 do 173 Polaków.
Pierwsze raporty, jakie docierały do dowódców 27 dywizji piechoty Armii Krajowej na Wołyniu, w początkach roku 1943, przeraziły czytających. O ile walki z nacjonalistami ukraińskimi nie dało się uniknąć, to w najczarniejszych przewidywaniach nie spodziewano się eksterminacji Polaków na Wołyniu i w Galicji. Do dzisiaj pomiędzy historykami w Polsce trwają dyskusje czy Armia Krajowa zawiodła ludność mieszkającą na Kresach Rzeczpospolitej, czy jednak wykonała swoje zadanie na miarę możliwości, okoliczności, z jakimi się zetknęła.
-
Kategoria: Swoimi Słowami o historii
-
Opublikowano: 13 Lut R
-
Odsłon: 171
Strona 1 z 14







