Zwolnienie z Piekła

Niemieckie obozy koncentracyjne do dzisiaj wzbudzają wiele emocji. Historia tych obiektów pomimo upływu kilkudziesięciu lat, przez cały czas „pali ogniem” pieców krematoryjnych i „dusi gazami” używanymi w komorach, do zabijania tysięcy obywateli całej Europy. Relacje wielu ocalonych więźniów prowadzą do jednego wniosku: "Przybyliście do obozu koncentracyjnego, z którego nie ma innego wyjścia, jak przez komin"– takimi słowami Karl Fritzsch zastępca komendanta KL Auschwitz witał wszystkich nowo przybyłych więźniów. Wśród wszechpanującej śmierci, głodu, pracy ponad siły, wydarzały się cuda: więźniowie byli zwalniani do domów. Wśród cudownie zwolnionych z tego piekła byli: Władysław Bartoszewski, nazywany profesorem, działacz społeczny, polityczny, któremu przedstawiciele polskiej prawicy nie mogą wybaczyć „zbrodni” zwolnienia, czy Sławomir Szpakowski, bliski konspirator i współpracownik Witolda Pileckiego, tworzącego ruch oporu wśród więźniów.[1]

Zwolnienie z Piekła

Postać Władysława Bartoszewskiego pozostanie kontrowersyjną. Aż do końca swojego życia był człowiekiem aktywnym, zaangażowanym politycznie i społecznie po stronie „sił demokratycznych”. W ostatnich latach życia aktywnie wspierał Donalda Tuska i jego Platformę Obywatelską. Bartoszewski znany był ze swojego ostrego, ciętego języka, czym wielokrotnie narażał się swoim adwersarzom. To właśnie jego przeciwnicy polityczni, zarzucali mu, że miał czelność „przetrwać” w miejscu, z którego nikt nie miał prawa ujść z życiem.

Pierwsze transporty

Pierwszy transport siedmiuset dwudziestu ośmiu polskich więźniów do Auschwitz przybył z Tarnowa 14 czerwca 1940 roku. 22 września do Auschwitz przybył drugi transport ponad pięciu tysięcy więźniów złożony z Polaków, wśród których także Żydzi Polscy. Był to czas, kiedy wszyscy więźniowie, bez względu na wyznanie czy pochodzenie, byli traktowani jako Polacy. Obok Bartoszewskiego i Pileckiego w drugim transporcie do Auschwitz trafili między innymi Stanisław Dubois , Antoni Kocjan i Konstanty Jagiełło. Do obozu trafili dyrektorzy szkół podstawowych i średnich, wykładowcy warszawskich uczelni wyższych, przedwojenni działacze polityczni i społeczni. Aresztowania trwały od początku września i były realizowane na podstawie list sporządzonych jeszcze przed wybuchem wojny.

Czerwone Krzyże

Od przewiezienia pierwszego więźnia do Auschwitz, podejmowano wiele prób w celu jego uwolnienia. Nie tylko jednego. Organizacjami, które najbardziej zaawansowały się w niesienie pomocy uwięzionym Polakom były Polski Czerwony Krzyż, Międzynarodowy Czerwony Krzyż, Szwedzki Czerwony Krzyż,Komitet Pomocy Więźniom Obozów Koncentracyjnych, Związek Walki Zbrojnej – późniejsza Armia Krajowa i lokalne organizacje religijne.

Jedni na chwilę, drudzy na zawsze
 

„Przybyliście tutaj nie do sanatorium, tylko do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego nie ma innego wyjścia, jak przez komin. Jeśli się to komuś nie podoba, to może iść zaraz na druty. Jeśli są w transporcie Żydzi, to mają prawo żyć nie dłużej niż dwa tygodnie, księża miesiąc, reszta trzy miesiące”

Karl Fritzsch; Zastępca komendatna KL Auschwitz

Więźniowie obozów dzielili się na dwie, zasadnicze grupy: skazani na pobyt okresowy od kilku miesięcy do kilku lat, oraz na tych, którzy zostali skazani na pobyt w obozie z adnotacją „Rückkehr unerwünscht”  , czyli powrót niepożądany. Pierwsza grupa miała największe szanse na przetrwanie, ale to nie oznacza, że wszystkim udało się dożyć końca kary. Druga grupa miała zostać wyeksploatowana w niewolniczej pracy i zamordowana. W taki sposób pobyt w obozie opisywali między innymi Józef Paczyński (zmarł w 2015 roku) – nr obozowy 121[2] i Stanisław Szpunar (zmarł w 2016 roku) nr obozowy 133[3]. Polscy więźniowie z pierwszego, tarnowskiego transportu. Podział na więźniów, którzy nie byli skazani na powolną śmierć, to spore uproszczenie, użyte przeze mnie całkowicie świadomie. Ten najważniejszy dotyczył narodowości, pochodzenia i wyznania. Najmniej szans na przeżycie mieli Żydzi, w drugiej kolejności Sowieci, a w trzeciej Słowianie, a w tej grupie znajdowali się Polacy.

Zwolnieni z Piekła

  Ilu więźniów udało się zwolnić z piekła Auschwitz? Z pierwszego transportu na mocy decyzji administracyjnej KL Auschwitz opuściło od siedemdziesięciu do siedemdziesięciu czterech polskich więźniów. Do dnia wyzwolenia obozu szacuje się, że zostało zwolnionych około dwóch tysięcy więźniów. Procedury zwalniania zmieniały się wraz z rozbudową obozu. W początkowym okresie funkcjonowania zwalniani nie byli poddawani kwarantannie. Informowano takiego więźnia, że jego pobyt w obozie zbliża się ku końcowi i wypuszczano domu. Wraz z przybywaniem do obozu kolejnych tysięcy więźniów, warunki bytowe ulegały pogorszeniu. Więźniowie głodowali, odnosili rany, chorowali na tyfus a wszechobecne wszy gryzły ich po całym ciele. Kiedy w komendanturze odnotowano, że konkretnemu więźniowi zbliżał się koniec kary, lub w wyniku działania bliskich, przyszedł do administracji nakaz zwolnienia, takiego szczęśliwca przenoszono do baraku kwarantanny. W zależności od stanu zdrowia, ogólnego stanu fizycznego, odniesionych ran, wygłodzenia, kwarantanna mogła trwać nawet dwa miesiące. W tym czasie więzień był leczony, dokarmiony, oczyszczony z insektów i wypuszczany. W dniu zwolnienia otrzymywał odzież, bilet kolejowy[4] na powrót do domu oraz musiał podpisać Verpflichtungserklärung - "Oświadczenie o zachowaniu tajemnicy", że nie będzie opowiadał nikomu i nigdzie, o tym co go spotkało w obozie pod rygorem powrotu za druty. Tym razem z odpowiednią adnotacją.[5] Więzień oficjalnie zwolniony przez władze obozowe był zobowiązany do meldowania się co kilka na wskazanym przez administrację komisariacie policji, gdzie miał zrelacjonować, jak przebiega jego życie na wolności.

Literatura

 W wielu publikacjach książkowych (między innymi w „Biurokracja i ludobójstwo”[6], monografii „Auschwitz 1940-1945”[7]i w „Zeszytach Oświęcimskich”[8]) podaje się,  że liczba więźniów zwolnionych z Auschwitz sięga od tysiąca sześciuset do dwóch tysięcy. Najwięcej procedur zwolnienia w tym obozie przeprowadzono do końca roku 1942. Wg szacunków historyków, łączna liczba wszystkich więźniów trzymanych w obozach koncentracyjnych, których udało się uwolnić w okresie ich funkcjonowania, a więc przed ich wyzwoleniem, sięga od stu, do stu pięćdziesięciu tysięcy. Należy dodać w tym miejscu, że w tej liczbie są więźniowie, którzy trafili do obozu jeszcze w latach trzydziestych, a więc przed wybuchem drugiej wojny światowej. Pod koniec swoich „Raportów…” pod koniec pobytu w Auschwitz, Witold Pilecki stwierdza, że obóz opuściło około dwadzieścia trzy tysiące osób. W tej liczbie zawarł tych przeznaczonych do transportu i tych zwolnionych.  O zwalnianiu więźniów można przeczytać nie tyko w literaturze podanej powyżej. Procedurę zwalniania opisał w „Raportach” Witold Pilecki. W wielu miejscach o zwalnianiu kolegów napisał Stanisław Grzesiuk we wspomnieniach „Pięć lat Kacetu”.

Ocaleni

Z piekła Auschwitz  zostali zwolnieni między innymi Stefan Jaracz, założyciel teatru Ateneum. Zwolniony we wrześniu 1941 roku ze względu na zły stan zdrowia, a w jego sprawie wielokrotnie interweniowały środowiska artystyczne.  Xsawery Dunikowski trafił do obozu w czerwcu 1940 roku. Słynny rzeźbiarz jest jednym z więźniów, którzy zostali zwolnieni z obozu dopiero w grudniu 1944 roku. W jego sprawie również interweniowały środowiska artystyczne z całego Świata, w tym artystów niemieckich. Więźniowie pierwszego transportu: Kazimierz Dutka (nr 426) zwolniony 1 kwietnia 1942 roku; Augustyn Kasperkiewicz (nr 54) zwolniony 19 września 1942 roku; Bolesław Jankowiak (nr 138) zwolniony z obozu jesienią 1942 roku; Sławomir Kalus (nr 137) zwolniony w 1941 roku. To tylko kilkoro więźniów z dwóch tysięcy, którzy zostali zwolnieni z Auschwitz. Prawica by powiedziała, że na „L4”, bo każda ze wspomnianych osób, opuściła osób głownie ze względu na zły stan zdrowia.

Procedury
 

"Tegoż 6 marca Sławek zawiadomił mnie, że nazajutrz będzie zwolniony z obozu i że jedzie do Warszawy. Był zawsze optymistą – zapowiedział, że poczeka na mnie w Warszawie. Został zwolniony bez kwarantanny – wtedy tak było. Zwolniły go starania żony przez konsulat szwedzki."

Witold Pilecki "Raporty z Auschwitz"

Zwolnienie więźnia z obozów nie było zależne od komendantury. Taką decyzje mógł podjąć tylko i wyłącznie jeden urząd: Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy (Wydział II – polityczny). Zanim urzędnicy z RSHA ostatecznie zadecydowali o wysłaniu do konkretnego obozu dokumentów zwalniających więźnia z obozu, musieli otrzymać komplet dokumentów. Wniosek o zwolnienie redagowali i opiniowali policjanci kryminalni lub Gestapo. W pierwszej kolejności dokumenty przesyłano do Wydziału D w Inspektoracie Obozów Koncentracyjnych w Oranienburgu. Urzędnicy pracujący w Inspektoracie kompletowali dokumenty i przesyłali je wyżej. Urzędnicy w RSHA zapoznawali się z dokumentami i wypełniali najważniejszy dokument: zwolnienie więźnia z obozu koncentracyjnego. Wszystko to, dzięki ogromnym łapówkom.

Skorumpowani

To od policjantów i gestapowców zaczynała się droga do wolności wszystkich, których udało się wyrwać z piekła obozów. Zdecydowana większość rozpoczętych procedur była zainicjowana przez osoby najbliższe skazanym na pobyt w obozie więźniom. Rodziny zwracały się z prośbą między innymi o pomoc do Polskiego,  i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. To były te instytucje, które najczęściej podejmowały się niejawnych negocjacji i przekazywały pieniądze od rodzin skorumpowanym niemieckim urzędnikom. To również Czerwony Krzyż wyznaczał komisje lekarskie, które badały wskazanych więźniów i wystawiały oddzielne opinie na temat stanu zdrowia więźnia, zalecając jego szybkie zwolnienie.

Za bramę

Zwolnienie więźnia z jakiegokolwiek obozu było zawsze wielkim wydarzeniem. Jeżeli więzień był zwalniany z tytułu końca swojej kary, opuszczał obóz w ostatnim dniu. Jeżeli zwolnienie następowało w wyniku działania organizacji międzynarodowych, to obóz opuszczała grupa więźniów. Mitem jest twierdzenie, że z obozów zwalniano donosicieli i kolaborantów. Oni nie mogli liczyć na szybkie zwolnienie. Zgadzając się na współpracę z SSmanami więźniowie mogli liczyć co najwyżej na lżejsze traktowanie, lekką pracę, lepsze wyżywienie i inne korzyści, ale tylko na terenie obozu.

Fałszesze i hejterzy

 Współcześnie największą grupą, która podważa fakt zwalniania więźniów z obozów, są osoby powiązane z politykami prawicy i skrajnej prawicy. Ofiarą hejtu i negatywnej narracji ze strony takich środowisk był między innymi Władysław Bartoszewski. Niedawną ofiarą fali nienawiści i gniewu ze strony tych samych środowisk była Pani Wanda Traczyk-Stawska. Bardzo często, wraz z rozsiewaniem brunatnej nienawiści, ci sami ludzie fałszują historię, wykorzystując publikacje skompromitowanych postaci: Freda Leuchtera i Davida Irvinga. Pierwsza postać, na którą bardzo często powołuje się naczelny fałszerz historii Grzegorz Braun, przyjechała do Auschwitz i dewastując obiekty historyczne, przy użyciu młotka i przecinaka „pobierał” próbki do swoich „badań”.

Leuchter, Irving, Braun i inni

Jego „Raport” został podważony, po tym, kiedy autentyczne zespoły naukowe ponownie przebadały „próbki” pobrane przez Leuchtera. Grzegorz Braun świadomie okłamuje swoich wyznawców, że Leuchter jest naukowcem z tytułem naukowym. Nigdy takiego tytułu nie zdobył. Jednym z zespołów, który przebadał wysadzone komory gazowe, oraz inne miejsca, gdzie stosowano „cyklon B”, byli śledczy, biegli sądowi z krakowskich laboratoriów. Wyniki, które opublikowano, wraz z metodologią badań, zszokowały cały Świat. Pomimo kilku dekad, braku dachu, „cyklon B” cały czas jest w ścianach dawnych komór gazowych.

David Irving wielokrotnie negował mordowanie milionów w komorach gazowych. Zanim rozpoczął negowanie holocaustu na cały Świat, wydał wiele książek uznawanych przez środowiska historyczne, za wartościowe, opisujące fakty zgodnie z historią.David Irving przegrał słynny proces o zniesławienie z amerykańską historyczką Deborah Lipstadt oraz jej wydawnictwem Penguin Books. 11 kwietnia 2000 roku brytyjski sąd nie miał żadnych wątpliwości i uznał Irvinga za fałszerza, kłamcę i oszusta.

Profesor Bartoszewski

Przy wszystkich działaniach, publikacjach, kłamstwach, jakie codziennie sączy swoim wyznawcom do głów Grzegorz Braun, nazywanie Bartoszewskiego profesorem, jest bardziej prawdziwe. Chociaż nie uzyskał oficjalnego tytułu z rąk prezydentów Rzeczpospolitej, to jego działalność edukacyjna na Uniwersytecie Ludwika i Maksymiliana w Monachium, szereg publikacji, odczytów, prac badawczych, wyczerpuje z nawiązką prawa do otrzymania tego tytułu naukowego.

 

[1] Adam Cyra "Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki 1901-1948"; "Raport Witolda"; Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich;2000 rok;

[2] Kanał Pierwsi więźniowie K.L. Auschwitz; Materiał zrealizowany w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Sportu; „Pierwsi polscy więźniowie KL Auschwitz. Notacje filmowe. Józef Pieczyński nr 121”;

[3] Kanał Pierwsi więźniowie K.L. Auschwitz; Materiał zrealizowany w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Sportu; „Pierwsi polscy więźniowie KL Auschwitz. Notacje filmowe. Stanisław Szpunar nr 133”;

[4] Oficjalna strona Muzeum Pomnika Auschwitz. https://www.auschwitz.org/historia/zycie-w-obozie/zwolnienia-z-obozu;

[5] Łukasz Kazek „Faszystowska mać”; Wydawnictwo: Bibliotheca Silesiana; 2015 rok;

[6] Piotr Setkiewicz „Biurokracja i ludobójstwo. Akta osobowe Esesmanów z KL Auschwitz jako materiał badawczy; Wydawnictwo Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau; 2025 rok;

[7] Praca zbiorowa: „Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz tomy I-V” 2024 rok;

[8] „Zeszyty Oświęcimskie”; Wydawnictwo Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau; 

Lubisz moją twórczość?
Podobają się tobie moje filmy?
Postaw mi kawę w serwisie Buy Coffe
Obojętnie jaką, to Ty zapraszasz!

 

 

 

 

 

 

w O historii
Odsłon: 36

Dodaj komentarz

Wyślij

baner swoimislowami