Czy telewizja kłamie? Czy seriale, te historyczne, opowiadają wydarzenia z przeszłości zero-jedynkowo? Oczywiście, że nie. Nawet jeżeli reżyserem jest legendarny Andrzej Konic. Nie inaczej się zdarzyło w telewizyjnej opowieści, przybliżającej rywalizację wywiadów: polskiego i niemieckiego. „Pogranicze w ogniu”, to świetnie zrealizowana i przedstawiona opowieść o losach dwóch dawnych przyjaciół, Czarka Adamskiego i Franka Franza Roelke. Osiągnięcia polskiego wywiadu w rozpracowaniu niemieckich planów wobec naszej młodej Ojczyzny i naszych Rodaków z okresu dwudziestolecia międzywojennego należały do spektakularnych. Dzisiaj niewiele się wspomina o pracy naszych agentów rozpracowujących „Polnische Abteilung” i ich regionalne „Abwehrstelle” działające nie tylko w Wolnym Mieście Gdańsku, ale w całej Polsce.
Niemożliwe operacje wywiadowcze Majora Żychonia
Niewiele się wspomina o pracy Referatu „N”, o Ekspozyturze nr 3 Ekspozytura nr 3 w Bydgoszczy
Ekspozytura nr 3 w Bydgoszczy była kluczową placówką polskiego wywiadu wojskowego działającą w latach 1930–1939 pod dowództwem mjr. Jana Żychonia. Jej największym osiągnięciem była tajna akcja „Wózek” polegająca na przechwytywaniu i fotografowaniu niemieckiej poczty wojskowej w pociągach tranzytowych. w Bydgoszczy i jej dowódcy, majorze Janie Henryku Żychoniu. Jeszcze mniej wspomina się dzisiaj o szefie „IN-3”, majorze Jerzym Sosnowskim, znanym w środowisku berlińskich elit pod nazwiskiem grafa Georga von Nałęcz – Sosnowskiego lub Ritter von Nałęcz. Postaci tragicznej tamtych czasów. O tym, jak to „Dwójka”, czyli zajmujący się wywiadem Oddział II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego Oddział II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego
„Dwójka” była przedwojenną instytucją wywiadu i kontrwywiadu, której największym sukcesem było złamanie kodu maszyny Enigma. W czasie II wojny światowej struktury te działały na uchodźstwie, a po wojnie zostały przekształcone w Zarząd II Sztabu Generalnego WP. potraktował oby majorów, można nakręcić bardzo dobry film fabularny. Najczęściej dzisiaj się wspomina o sukcesie polskich matematyków, którym się udało złamać niemiecką Enigmę. Czy to by się udało, gdyby nie informacje i materiały przesyłane z Berlina przez majora Sosnowskiego Major Jerzy Sosnowski
był jednym z najskuteczniejszych asów polskiego wywiadu wojskowego, który na przełomie lat 20. i 30. XX wieku zdobył tajne plany niemieckich zbrojeń. Działając w Berlinie jako rzekomy polski hrabia, zwerbował do współpracy kobiety pracujące w tamtejszym ministerstwie wojny. Po dekonspiracji w 1934 roku i późniejszej wymianie szpiegów został w ojczyźnie niesłusznie oskarżony o zdradę, a jego życie zakończyło się tragicznie i w niewyjaśnionych okolicznościach po wybuchu II wojny światowej. ? We wspomnianym serialu graf Georg von Nałęcz dokonuje zakupu handlowej, mocno uproszczonej wersji Enigmy. W rzeczywistości taki zakup nie miał miejsca. Jest to więc kolejna fantazja scenarzystów i samego Konica. To polski kontrwywiad z „Dwójki” zlecił polskiemu Biuru Szyfrów dokonanie zakupu urządzenia pod przykrywką, a major Sosnowski nie miał z tym nic wspólnego.
Jan Henryk Żychoń, Major
|
" Niewiele się wspomina o pracy Referatu „N”, o Ekspozyturze nr 3 w Bydgoszczy i jej dowódcy, majorze Janie Henryku Żychoniu. Jeszcze mniej wspomina się dzisiaj o szefie „IN-3”, majorze Jerzym Sosnowskim, znanym w środowisku berlińskich elit pod nazwiskiem grafa Georga von Nałęcz – Sosnowskiego lub Ritter von Nałęcz. – Swoimi Słowami : |
Major Żychoń
Major Jan Henryk Żychoń był jednym z najwybitniejszych oficerów wywiadu przedwojennej Polski, który zasłynął spektakularnymi operacjami wymierzonymi w niemiecką Abwehrę. W latach trzydziestych dwudziestego wieku kierował kluczową Ekspozyturą numer trzy Oddziału Drugiego w Bydgoszczy, gdzie zorganizował między innymi słynną akcję „Wózek” polegającą na potajemnym przechwytywaniu niemieckiej korespondencji wojskowej. Po wybuchu drugiej wojny światowej odbudowywał struktury polskiego wywiadu na uchodźstwie, jednak padł ofiarą zawiści politycznych rywali, którzy niesłusznie oskarżyli go o zdradę i współpracę z wrogiem. Choć sąd ostatecznie całkowicie oczyścił go z zarzutów, zraniony na honorze oficer postanowił dowieść swojej lojalności na polu bitwy. Zgłosił się do służby liniowej w Drugim Korpusie Polskim i zginął bohatersko z ran odniesionych podczas słynnego szturmu na Monte Cassino w maju tysiąc dziewięćset czterdziestego czwartego roku. , mianowany na dowódcę Ekspozytury nr 3 w Bydgoszczy, znany był ze swojego głośnego, wręcz awanturniczego stylu życia. Swoich zwierzchników z „Dwójki” jeszcze bardziej szokował brawurowymi operacjami, znanymi dzisiaj z najlepszych filmów akcji. Major oczekiwał od swoich podwładnych wykonywania swoich obowiązków albo bardzo dobrze, albo nie wykonywali ich wcale. Nie interesowały go półśrodki, a każda przygotowana przez niego operacja, musiała przynieść rezultaty. Nie tolerował żadnego sprzeciwu, a jeżeli już ktoś dopuścił się nieposłuszeństwa, często był usuwany ze stanowiska i przenoszony do innego oddziału. Bydgoska „Trójka” stała się jednostką do realizacji zadań niemożliwych i nierealnych. Niestety, nie wszyscy zasiadający na górze „Oddziału II” to zrozumieli, co w pewnym momencie doprowadziło do paraliżu wszystkich placówek odpowiedzialnych za zdobywanie informacji w Niemczech i przeciwko Niemcom.
Operacja "Ciotka"
W 1925 roku Żychoń był pracownikiem ekspozytury krakowskiej polskiego wywiadu. Jego bezpośrednim szefem był major Adam Studnicki. W krakowskiej jednostce opracowano plan przejmowania przesyłek wysyłanych przez berliński MSZ do placówek w Polsce, między innymi do tej w Krakowie. Operacja przyjęła kryptonim „Ciotka” Operacja „Ciotka”
(później znana jako „Wózek”) to jedna z najważniejszych akcji polskiego wywiadu wojskowego w dwudziestoleciu międzywojennym, zorganizowana w 1930 roku przez kapitana Jana Henryka Żychonia. Wykorzystując niemiecki tranzyt kolejowy przez polskie Pomorze do Prus Wschodnich, polscy agenci i kolejarze potajemnie przejmowali nocą zaplombowane worki z niemiecką pocztą urzędową i wojskową. Specjaliści z ekspozytury w Bydgoszczy błyskawicznie otwierali przesyłki, fotografowali najważniejsze dokumenty, po czym perfekcyjnie podrabiali plomby i zwracali paczki do pociągów przed opuszczeniem granic Polski. Dzięki tej genialnej i precyzyjnej operacji polski Sztab Główny przez niemal dekadę miał stały i całkowicie bezkarny dostęp do najgłębszych tajemnic państwowych i militarnych Trzeciej Rzeszy. . Czytanie poczty konsularnej nie było wielką tajemnicą dla nikogo. Polacy czytali listy niemieckie, a Niemcy polskie. Żychoń zapragnął więcej. Chciał czytać pocztę, której zawartość była określona, jako tajna lub bardzo tajna.
Traktat Wersalski
Na mocy traktatu podpisanego w Wersalu, polskie władze zostały zobowiązane do wyrażenia zgody na tranzyt niemieckich kolei przez polski, nadmorski korytarz. Szczegóły, których nie ustalono w Paryżu, uzupełniły umowy podpisane przez oba państwa w połowie lat dwudziestych. Każdego dnia przez Rzeczpospolitą, na odcinek Chojnice-Tczew przejeżdżały niemieckie pociągi, które na tym krótkim odcinku, stawały się polskimi. Po wjechaniu do Prus Wschodnich skład stawał się znowu niemiecki. W każdym składzie znajdował się co najmniej jeden wagon pocztowy. To właśnie nimi zainteresowała się Ekspozytura nr 3 w Bydgoszczy, a jej dowódcą był Major Jan Henryk Żychoń.
Bydgoska "Trójka"
W połowie lat trzydziestych Majora Żychonia odwiedził mocno zaaferowany zastępca bydgoskiej ekspozytury major Witold Langefeld. Podpułkownik Witold Karol Langenfeld
był wybitnym oficerem przedwojennego polskiego wywiadu (Oddziału II Sztabu Głównego) oraz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Zasłynął przede wszystkim jako kluczowy współtwórca operacji „Wózek”, polegającej na genialnym, tajnym przechwytywaniu i kopiowaniu niemieckiej poczty państwowej transportowanej pociągami przez polskie Pomorze. Podczas II wojny światowej kontynuował misję na uchodźstwie, kierując w latach 1944–1945 Wydziałem Wywiadowczym w Sztabie Naczelnego Wodza. Po wojnie pozostał na emigracji w Stanach Zjednoczonych, gdzie zmarł i został pochowany. Zastępca przedstawił raport, z którego wynikało, że bardzo skrupulatni i konsekwentni niemieccy pracownicy Reishspost Reichspost (1871–1945)
była państwową pocztą niemiecką, która oprócz przesyłek rozwijała sieć telegraficzną, telefoniczną oraz pionierską telewizję. W czasie II wojny światowej instytucja została podporządkowana celom wojskowym i propagandowym, a w 1945 roku przestała istnieć. oraz strażnicy podróżujący niemieckimi pociągami, nie wykonują swoich obowiązków, tak jak należy. Swoje czynności ograniczyli tylko do przeliczenia worków, bez sprawdzania ich zawartości. W pierwszej połowie lat trzydziestych worki nie były plombowane i nie wszystkie zamykano do kas pancernych. Tylko worki z przesyłkami "Tajne" i "Ścisłe Tajne" zabezpieczone były plombami. Te szczególne także nie były dokładnie ewidencjonowane: pracownicy poczty nie wiedzieli, kto jest ich nadawcą, kto jest adresatem i jak tajne informacje się znajdują w workach. Cała poczta mniejszej wagi: cywilna i wojskowa, była na wyciągnięcie ręki. Major Żychoń w lot zrozumiał skąd to nagłe pobudzenie zastępcy. Przy odrobinie sprytu, ryzyka i wysiłku agentów, można było czytać niemiecką pocztę, której treść przewyższała tę konsularną.
Operacja "Wózek"
|
" Na mocy traktatu podpisanego w Wersalu, polskie władze zostały zobowiązane do wyrażenia zgody na tranzyt niemieckich kolei przez polski, nadmorski korytarz. Szczegóły, których brakowało w Wersalu, uzupełniły umowy podpisane przez oba państwa w połowie lat dwudziestych. Każdego dnia przez Rzeczpospolitą, na odcinku Chojnice-Tczew przejeżdżały niemieckie pociągi, które na tym krótkim odcinku, stawały się polskimi. – Swoimi Słowami : |
Operacja „Ciotka”, którą realizowano w Krakowie, w 1936 została przemianowana na „Wózek” Operacja „Wózek”
była prowadzoną w latach 30. XX wieku akcją polskiego wywiadu pod kierunkiem mjr. Jana Henryka Żychonia, która polegała na potajemnym kopiowaniu niemieckiej poczty wojskowej przewożonej tranzytem przez Polskę. Dzięki perfekcyjnemu fałszowaniu plomb i zabezpieczeń polscy agenci zdobyli kluczowe informacje wywiadowcze na temat III Rzeszy, odpowiadające za blisko 60% napływających danych o Niemczech. . Cel pozostał ten sam: Przejęcie jak największej ilości przesyłek z niemieckich tranzytowych pociągów. Przesyłki były otwierane, zawartość fotografowana, następowało zaklejenie kopert i podrzucenie ponowne do wagonu pocztowego, jadącego w następnym pociągu. W serialu „Pogranicze w Ogniu” „Pogranicze w ogniu” 1988-91
Polski serial szpiegowski z Cezarym Pazurą i Olafem Lubaszenką w rolach głównych. „Pogranicze w ogniu” to wciągająca opowieść o przyjaźni, zdradzie i walce o przetrwanie w okresie międzywojennym, dostępna online w TVP VOD.
Pogranicze w ogniu — odcinki wypełnione zwrotami akcji.Czarek i Frank wychowali się razem, ale ich drogi rozchodzą się w dorosłości. Zostają wplątani w działania wywiadowcze po obu stronach granicy kraju. Czarek staje się agentem polskiego wywiadu, a Frank wstępuje do armii niemieckiej. Obaj stają po przeciwnych stronach barykady, a ich przyjaźń zostaje wystawiona na ciężką próbę. Bohaterowie muszą stawić czoła licznym niebezpieczeństwom i podejmować trudne decyzje. Obok dramatycznych wydarzeń w serialu nie brakuje również momentów humorystycznych i romantycznych. Relacje między bohaterami są pełne emocji i zaskakujących zwrotów akcji, co sprawia, że każdy seans jest prawdziwą przyjemnością. Andrzej Konic przedstawia nam bondowską wersję włamania się do pociągu, której nawet Tom Cruise by się nie powstydził. W rzeczywistości cała akcja przebiegała mniej spektakularnie, ale to nie oznacza, że wykonujący misję niczym nie ryzykowali. Nie było żadnych wskakujących do pociągu włamywaczy, przerobionych autobusów poruszających się z prędkością stu kilometrów na godzinę po lesie i pracujących w środku fotografów.
Reichspost i polscy kolejarze
Na mocy wspomnianych wcześniej umów podpisanych przez Polskę i Niemcy w latach dwudziestych wypracowano zasady, na jakich pociągi tranzytowe: osobowe i towarowe, mogły przejeżdżać przez „polski korytarz” Trasa kolejowa Chojnice – Tczew
stanowiła kluczowy odcinek tzw. polskiego korytarza, przez który w okresie międzywojennym kursowały niemieckie pociągi tranzytowe łączące Rzeszę z Prusami Wschodnimi. Połączenie to było fragmentem strategicznej, przedwojennej magistrali Berlin-Królewiec (tzw. Ostbahnu). Pociągi wjeżdżały na terytorium Polski na stacji granicznej w Chojnicach, a następnie jechały na wschód przez Czersk i Starogard Gdański aż do Tczewa, gdzie po przekroczeniu mostu na Wiśle opuszczały polskie terytorium i kierowały się w stronę Malborka. Na mocy umów międzynarodowych ruch ten miał charakter uprzywilejowany – składy tranzytowe były zwolnione z opłat celnych, a zamknięci w wagonach pasażerowie nie podlegali polskiej kontroli paszportowej. . Owe zasady zostały utrzymane aż do ostatniego dnia sierpnia 1939 roku i niemiecka strona ich nie kwestionowała. Wszyscy niemieccy strażnicy, żołnierze, byli zobowiązani do oddawania broni w depozyt polskim kolejarzom. Niemieccy strażnicy nie mogli wchodzić do tej części wagonu pocztowego, gdzie znajdowały się przesyłki. O ile w serialu pociąg pokonywał tę trasę w kilkadziesiąt minut, o tyle w latach trzydziestych, od wspólnego sprawdzenia plomb w Chojnicach aż do ponownej kontroli w Tczewie, gdzie oddano pociąg niemieckiej załodze, mijało co najmniej cztery godziny.
Przygotowanie
Na czele operacji „Wózek” stanął osobiście Major Żychoń. Sprawami administracyjnymi, rozmowami z przedstawicielami kolei zajmował się Witold Langefeld. Przygotowanie całej operacji powierzono kapitanowi Marianowi Włodarkiewiczowi Kapitan Marian Włodarkiewicz był kluczowym oficerem przedwojennego polskiego wywiadu, który odegrał fundamentalną rolę w początkowej fazie operacji przechwytywania niemieckiej poczty tranzytowej. Działając w strukturach Oddziału II, na polecenie szefa bydgoskiej ekspozytury Jana Żychonia, zajął się stroną organizacyjną tego śmiałego przedsięwzięcia. To właśnie Włodarkiewicz stworzył podwaliny pod pierwszą sieć agenturalną na strategicznych liniach kolejowych przebiegających m.in. przez Chojnice i Wejherowo. Osobiście zwerbował pierwszych wykonawców akcji, w tym kluczowych polskich urzędników pocztowych, co pozwoliło sprawnie uruchomić tę jedną z najbardziej spektakularnych operacji szpiegowskich II Rzeczypospolitej. , a ten bardzo nie chciał zawieść zaufania szefa. W związku z tym, że Włodarkiewicz głównie rezydował w Bydgoszczy i w Toruniu, zaprosił do współpracy zaufanego oficera, dowódcę posterunku w Chojnicach, kapitana Czesława Brunnera. Kapitan Brunner, swój chłop, sąsiad, miał skompletować z miejscowych kolejarzy, zespoły obsługujące kolejne pociągi. Jego najbliższym współpracownikiem stał się wieloletni pracownik kolei Leon Drążkowski Leon Drążkowski
był jednym z kluczowych, lokalnych wykonawców operacji „Wózek”, pracującym jako polski pracownik kolejowy w rejonie przygranicznym. Zwerbowany przez oficerów Ekspozytury Nr 3 Oddziału II, w tym przez kpt. Czesława Brunnera, wykorzystywał swój stały dostęp do infrastruktury kolejowej oraz bezpośredni kontakt z niemieckimi składami tranzytowymi. Jego zadaniem było zabezpieczanie logistyczne akcji, obserwacja rozkładów jazdy oraz pomoc w organizowaniu krótkich, ściśle wyliczonych postojów pociągów, podczas których agenci wywiadu potajemnie otwierali wagony pocztowe i fotografowali dokumentację. Dzięki odwadze i dyskrecji takich ludzi jak on, operacja mogła być bezkarnie realizowana przez wiele lat pod samym nosem niemieckich służb. . Major Witold Langefeld po latach wspominał o kulisach operacji. Nie mogła się ona udać bez pomocy Dyrekcji Kolei w Toruniu w osobie Inż. Bogusława Dobrzyckiego Inż. Bogusław Dobrzycki
był wybitnym polskim inżynierem i menedżerem kolejowym w okresie międzywojennym, który pełnił funkcję prezesa Dyrekcji Kolei Państwowych. Kierując strukturami kolejowymi na Pomorzu, odpowiadał za sprawne funkcjonowanie sieci transportowej o strategicznym znaczeniu państwowym i obronnym. Podległa mu infrastruktura obejmowała m.in. kluczowe trasy tranzytowe łączące Niemcy z Prusami Wschodnimi. Dzięki doskonałemu zarządzaniu ruchem pociągów i ścisłej współpracy z administracją państwową, Dobrzycki zapewniał stabilność logistyczną w tym newralgicznym regionie, co tworzyło bezpieczne warunki dla ochrony interesów gospodarczych i militarnych II Rzeczypospolitej. . Dyrekcja przedstawiła swoje kandydatury, a wojskowi zgodzili się wypłacać kolejarzom ekstra premię, za udział w każdej akcji. W pierwszej połowie lat trzydziestych dyrekcja w Toruniu zapewniła Ekspozyturę w Bydgoszczy, o skompletowaniu polskich zasług do obsługi niemieckich pociągów, jadących tranzytem przez Polskę.
"Wózek" gotowy do odjazdu
Operacja „Wózek” przeszła do najważniejszej fazy: do realizacji. Technicy przygotowali kopię niemieckich plombownic, których używano do zamykania wagonów po zakończeniu pracy kasiarzy. W pierwszej fazie głównym polskich kolejarzy, polskiego kierownika, konduktorów, było kupienie zaufania niemieckich konwojentów i towarzyszących im strażników wojskowych. Zaufanie kupowano po polsku: częstując kolegów z Niemiec alkoholem, proponując suty posiłek, żartując i rozmawiając o wszystkim, oprócz tematów, które mogły podzielić: o polityce. Kiedy kolejarze zameldowali, że relacje pomiędzy nimi a niemieckimi pracownikami Deutsche Reichspost są jak najlepsze i strażnicy coraz mniej uwagi poświęcają na zaglądanie do zaplombowanego wagonu pocztowego, a więcej na rozmowy i alkohol, do akcji wkroczyli ludzie bezpośrednio zwerbowani przez kapitana Brunnera Kapitan Czesław Brunner
był niezwykle barwną i tragiczną postacią w historii polskiego wywiadu XX wieku, ucieleśniającą dramatyczne dylematy oficerów tamtej epoki. W czasie I wojny światowej walczył w armii rosyjskiej, po czym w latach 20. służył jako lotnik w Wojsku Polskim, by w kolejnej dekadzie związać się z wywiadem ofensywnym II Rzeczypospolitej. .
Z Chojnic do Tczewa
|
" Informacje, jakie Ekspozytura nr 3. dzięki Operacji Wózek" dostarczała do „Dwójki”, zaczęły zapełniać lukę powstałą po aresztowaniu najlepszego polskiego szpiega, Majora Jerzego Sosnowskiego. – Swoimi Słowami : |
Kolejarze informowali posterunki w Chojnicach i w Tczewie, o której godzinie będzie przejeżdżał niemiecki tranzyt. Na wskazanej stacji wsiadała cześć zespołu: kasiarz, osoba do rozpakowania pakietów pocztowych i fotograf. Wszyscy byli pasażerami. Część pracy wykonywano w wagonach pod czujnym okiem kolejarzy. Druga metoda była o wiele bardziej komfortowa. Pakiet był wyciągany z worka i przekazywano go na stacji kolejowej technikom. Jak już wspomniałem, kluczem do sukcesu polskiego wywiadu, był brak dokładnego spisu zawartości worka. Worki były tylko policzone. Pracownicy niemieckiej poczty pilnujący z jednej strony zaplombowanego wagonu nie mieli pojęcia, jaka poczta się w nim znajduje, jaki ma poziom tajności i do kogo jest kierowana. Polscy technicy mogli spokojnie otworzyć listy, sfotografować zawartość, a po ponownym zamknięciu, podrzucić go do worka w następnym składzie.
Czy Niemcy coś wiedzą?
Major Żychoń zaczął się zastanawiać, czy niemiecka strona nie zaczęła się domyślać, że ktoś otwiera ich przesyłki. Nie musiał długo czekać na odpowiedź. Z początkiem lat trzydziestych Reichspost zmienił zasady i wszystkie przesyłki nadawał, jako polecone, a worki dodatkowo plombowano. Na przesyłkach pojawiła się pieczęć lakowa. Technicy musieli przygotować nowe plombownice, przygotować zespoły do zdejmowanie nowych pieczęci lakowych i nauczyć agentów zamykania nowych przesyłek bez pozostawienia żadnego śladu. Również biologicznego. Operacja została wstrzymana na około pół roku.
"Wózek" przynosi efekty
Informacje, jakie Ekspozytura nr 3 dzięki Operacji "Wózek" dostarczała do „Dwójki”, zaczęły zapełniać lukę powstałą po aresztowaniu najlepszego polskiego szpiega, Majora Jerzego Sosnowskiego. Polacy z korespondencji dowiedzieli się o nowych technologiach budowy okrętów, o nowych transportach stali ze Szwecji do Rzeszy, o liczebności wojsk w Prusach Wschodnich i zapotrzebowaniu tych jednostek. W listach poruszano wątki polskiej obronności, w jaki sposób o stanie wojska Rzeczpospolitej myśleli niemieccy urzędnicy.
W towarowym trudniej
O wiele trudniej było dostać się do wagonu pocztowego, który znalazł się w składzie towarowym. Wagony miały inne, bardziej zaawansowane plomby, polska obsługa nie miała aż tak dużej swobody w poruszaniu się po wskładzie, a strażnicy zachowywali większą czujność. Wagony pocztowe w składach towarowych posiadały inny rodzaj zamków i kłódek. Przesyłki wydobywane z pociągów towarowych miały o wiele więcej zabezpieczeń, inne pieczęci lakowe i otworzenie ich wymagało o wiele więcej czasu i ostrożności. Major zwrócił się do Referatu Technicznego Referat Techniczny Oddziału II Sztabu Głównego
(później działający jako Samodzielny Referat Techniczny lub Referat T) był tajną i wysoce wyspecjalizowaną komórką polskiego wywiadu wojskowego w okresie międzywojennym. Od początku lat 20. odpowiadał za wszechstronne zaplecze naukowo-techniczne dla działalności szpiegowskiej i kontrwywiadowczej. Do zadań zatrudnionych tam inżynierów, chemików i laborantów należało m.in. podrabianie dokumentów, pieczęci i paszportów dla agentów, konstruowanie urządzeń podsłuchowych oraz opracowywanie zaawansowanych metod atramentu sympatycznego i technik mikrotopograficznych. z prośbą o pomoc w zdobyciu nowych plombownic, nowego laku, gipsu, skalpeli, niewielkich nagrzewnic i palników, którymi można było otwierać coraz lepiej zabezpieczone przesyłki. Agenci przekładali wybraną pocztę do worków, wyrzucali je z wagonów. Inni agenci przejmowali worki i przewozili je do specjalnych ośrodków. Agenci wyskakiwali z wagonów i zamykali je tak, aby nie było śladu ich obecności. Sfotografowane przesyłki były podrzucane do następnego składu.
"Janusz" Rowiński
|
" Operacja „Janusz” od pierwszej akcji dostarczyła informacji o rachunkach ponoszonych przez armię w Królewcu, zdobyto ogólne regulaminy panujące w niemieckich formacjach wojskowych. Agenci zdobyli informacje dotyczące zakładów zbrojeniowych, zapotrzebowania materiałowego, kosztów budowy broni i elementów uzbrojenia dla marynarki i wojsk pancernych. – Swoimi Słowami : |
Latem 1937 roku jeden z najlepszych „Wózkarzy” zaobserwował, że w składach pojawiły się zupełnie nowe wagony pocztowe. Standardowe wagony nie posiadały dodatkowych przedziałów, zabezpieczonych nowymi kłódkami i zamkami. Zmianie uległ stop ołowiu stosowany do plombowania oraz wykorzystywano nowe plombownice. O wprowadzeniu nowych wagonów i nowych zabezpieczeń majora Żychonia poinformował major Janusz (lub Jan) Rowiński
Wprowadzenie nowych wagonów w 1937 roku stanowiło krytyczny moment dla operacji „Wózek”, gdy Niemcy, zaniepokojeni przeciekami informacji, zastąpili dotychczasowe składy nowocześniejszymi, opancerzonymi wagonami o podwójnych ścianach i skomplikowanych zamkach. Zmianę tę natychmiast wykrył mjr Janusz Rowiński, który osobiście nadzorował akcję w terenie i niezwłocznie zameldował o zagrożeniu mjr. Janowi Żychoniowi. Polski wywiad musiał czasowo wstrzymać działania, jednak dzięki zdobyciu próbek nowych zabezpieczeń przez agentów Rowińskiego, Referat Techniczny w Warszawie zdołał w ciągu kilku miesięcy perfekcyjnie skopiować niemieckie plomby i klucze. Pozwoliło to polskim grupom operacyjnym na bezkarne i bezpieczne wznowienie penetracji niemieckiej poczty państwowej aż do wybuchu wojny. . Operacja „Wózek” przynosiła ponad sześćdziesiąt procent wszystkich informacji zdobywanych przez wywiad skierowany na Niemcy. Operacja „Janusz” przerosła wszelkie oczekiwania wywiadowców. Przygotowania do pierwszego wejścia trwały trzy miesiące. Od pierwszej akcji Ekspozytura otrzymywała nowe informacje o rachunkach ponoszonych przez armię w Królewcu, zdobyto ogólne regulaminy panujące w niemieckich formacjach wojskowych. Agenci zdobyli informacje dotyczące zakładów zbrojeniowych, zapotrzebowania materiałowego tych zakładów, kosztów budowy broni i elementów uzbrojenia dla marynarki i wojsk pancernych. Największym skarbem, jaki na przełomie 1938 i 39 roku dzięki Operacji „Janusz” zdobyto był wewnętrzny, ściśle utajniony, regulamin Wermachtu. Regulamin znaleziono w korespondencji podpułkownika Herberta Schrődera Podpułkownik Herbert Schröder
był wyższym oficerem niemieckiej policji oraz Abwehry, który w okresie międzywojennym stał na czele niemieckiego kontrwywiadu kolejowego i granicznego na strategicznym odcinku w Prusach Wschodnich oraz na granicach z Polską. Z racji pełnionej funkcji odpowiadał bezpośrednio za bezpieczeństwo transportów, ochronę tajemnicy państwowej oraz przeciwdziałanie obcej infiltracji w pociągach tranzytowych kursujących przez tzw. polski korytarz. Stał się jednym z głównych adwersarzy mjr. Jana Żychonia oraz kpt. Janusza Rowińskiego, dążąc do wykrycia metod, jakimi polska „dwójka” tak skutecznie pozyskiwała tajne niemieckie dokumenty. To na jego polecenie wprowadzano kolejne restrykcje, zaostrzone procedury plombowania przesyłek Reichspost oraz unowocześnione wagony, co miało ostatecznie ukrócić spektakularną polską operację wywiadowczą „Wózek”. . W pakiecie znajdowały się także mapy i plany obejmujące działania wojsk w Królewcu.
Agenci, ale nie za darmo
Życie wszystkich agentów zwerbowanych do Operacji „Wózek” i „Janusz” nie należało do najlżejszych. Byli zobowiązani do zachowania bezwzględnej tajemnicy. W pewnym sensie byli ubezwłasnowolnieni. Całe ich życie zawodowe i prywatne było podporządkowane Ekspozyturze nr 3. Konspiracja musiała być zachowana również wśród kolejarzy i cywilnych pracowników kolei. Jakikolwiek przeciek mógł doprowadzić do aresztowań i oskarżeń o szpiegostwo. W zamian wszyscy agenci, z kolejarzami włącznie, byli sowicie wynagradzani przez szefa z Bydgoszczy. Oficjalnie nie mieli otrzymywać żadnych pieniędzy. Wręczano im drogie prezenty i odznaczenia państwowe: cywilne i wojskowe.
Wątpliwości
Do dzisiaj trwa dyskusja, czy niemiecka poczta zdawała sobie sprawę z tego, że ich poczta jest czytana przez polski wywiad. Jedni uważają, że byli o tym przekonani, ale będąc świadomi swojej przewagi: militarnej i gospodarzczej, nie przejmowali się Polakami. Inni uważają, że Polakom pozwalano na zaglądanie do części poczty, tylko dlatego, żeby zmylić „Dwójkę”, a prawdziwa „ściśle tajna” poczta była dostarczana tylko drogą lotniczą. Na to pytanie trudno jest dzisiaj odpowiedzieć. Może było i tak, że Niemcy chcieli wyjść z twarzą i przyznali oficjalnie, że wiedzą o operacjach polskiego wywiadu, ale co myśleli naprawdę?
Z Bydgoszczy na Monte Casino
Losy wojny rzuciły Majora Jana Henryka Żychonia aż pod Monte Casino Bitwa pod Monte Cassino (1944)
to jedna z najkrwawszych batalii frontu włoskiego, gdzie niemiecka obrona wokół klasztoru przez miesiące blokowała aliantom drogę na Rzym. Po trzech nieudanych szturmach różnych armii, ufortyfikowane wzgórze zostało ostatecznie zdobyte w maju przez 2. Korpus Polski gen. Władysława Andersa. Ten bohaterski czyn przełamał Linię Gustawa i otworzył drogę do wyzwolenia stolicy Włoch. . 17 maja został ciężko ranny, kiedy prowadził swoich żołnierzy do kolejnego szturmu na niemieckie pozycje. W wyniku odniesionych ran zmarł 18 maja 1944 roku. Jego grób można odnaleźć na cmentarzu w Monte Casino, wśród tysięcy Czerwonych Maków „Czerwone maki na Monte Cassino”
to jedna z najsłynniejszych polskich pieśni wojskowych, która powstała w nocy z 17 na 18 maja 1944 roku, tuż przed ostatecznym zdobyciem wzgórza przez żołnierzy 2. Korpusu Polskiego. Słowa do tego poruszającego utworu napisał Feliks Konarski (znany pod pseudonimem Ref-Ren), a melodię skomponował Alfred Schütz, obaj będący członkami Teatru Żołnierza Polskiego przy dowództwie gen. Władysława Andersa. Pieśń w przejmujący sposób nawiązuje do krwawych walk, porównując czerwień maków rosnących na zboczach góry do krwi przelanej przez polskich bohaterów. Utwór błyskawicznie zyskał status narodowej relikwii, stając się ponadczasowym symbolem męstwa, poświęcenia oraz patriotyzmu polskich żołnierzy walczących na frontach II wojny światowej. , które przelały krew, wierząc, że walczą dla Rzeczpospolitej.
Andrzej Brzezicki „Wielka gra majora Żychonia. As wywiadu kontra Rzesza”; Wydawnictwo Literackie; 2021 rok;
Kacper Śledziński „W tajnej służbie. Wojna wywiadów w II RP”; Wydawnictwo Znak; 2018 rok;
Wojciech Skóra "Placówki wywiadu polskiego w Chojnicach"; Wydawnictwo Rys; 2011 rok;
Lubisz moją twórczość?
Podobają się tobie moje filmy?
Postaw mi kawę w serwisie Buy Coffe
Obojętnie jaką, to Ty zapraszasz!










Dodaj komentarz