W nocy z 8 na 9 lutego 1943 roku, bandy ukraińskich nacjonalistów wymordowały we wsi Parośla na Wołyniu od 159 do 173 Polaków.
Pierwsze raporty, jakie docierały do dowódców 27 dywizji piechoty Armii Krajowej na Wołyniu, w początkach roku 1943, przeraziły czytających. O ile walki z nacjonalistami ukraińskimi nie dało się uniknąć, to w najczarniejszych przewidywaniach nie spodziewano się eksterminacji Polaków na Wołyniu i w Galicji. Do dzisiaj pomiędzy historykami w Polsce trwają dyskusje czy Armia Krajowa zawiodła ludność mieszkającą na Kresach Rzeczpospolitej, czy jednak wykonała swoje zadanie na miarę możliwości, okoliczności, z jakimi się zetknęła.
Zadanie wojskowych przejęły lokalnie organizujące się polskie samoobrony. Największe polskie kolonie najpierw wystawiały warty, czujki, niewielkie uzbrojone patrole, aby na wiosnę 1943 roku stanowić mocno ufortyfikowane regiony, bronione przez mieszkańców, przy częściowym wsparciu oddziałów partyzanckich: polskich i radzieckich. Zdarzyło się kilkukrotnie, że polskim obrońcom uzbrojenie przekazywali Niemcy, z zastrzeżeniem, że jeżeli jakikolwiek Niemiec zginie z tej broni, nie pozostawią tego bez zbrojnej odpowiedzi.
Polacy na Wołyniu
Polacy otoczeni przez sotnie bandy UPA i OUN, wspieranych przez ochotników lub chłopów zmuszonych pod groźbą brutalnej kary śmierci własnej lub bliskich, przyjmowali wszelką pomoc, nawet od oddziałów partyzanckich NKWD.
Od lutego 1943 powstało ponad dwadzieścia ośrodków samoobrony. Do tych największych należały Samoobrona w Pańskiej Dolinie, Rzeczpospolita Zasmycka, Huta Stepańska czy Samoobrona w Kolonii Przebraże. Szacuje się dzisiaj, że tylko ta ostatnia z nich ocaliła życie kilkunastu tysięcy Polaków. Samoobrona otoczyła swoją militarną i ludzką opieką nie tylko Polaków, ale także Żydów, Rosjan i te rodziny ukraińskie, które wcześniej pomagały Polakom ostrzegając wielu z naszych rodaków, o zbliżających się atakach siepaczy z Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Nie wszyscy zabijali
Należy w tym miejscu oddać hołd wszystkim Ukraińcom, którzy zostali brutalnie zamordowani za jakąkolwiek pomoc okazaną Polakom, Rosjanom czy Żydom. W wielu przypadkach tortury, jakim poddano „zdrajców narodu ukraińskiego”, jak ich nazywali nacjonaliści ukraińscy, były brutalniejsze niż mordy zadawane przedstawicielom innych narodów. Najwyższą karę za niesioną pomoc poniosło około dziesięć tysięcy chłopów ukraińskich. Za odmowę współpracy nacjonalistom ukraińskim przy mordach UPA i OUN eksterminowano całe ukraińskie rodziny, bez względu na wiek, płeć, wcześniejszą pozycję społeczną.
Bąbiński i Banach
Organizację obrony Polacy utrudniali często sami sobie. Zanim 19 lipca 1943 roku Komendant Okręgu Wołyńskiego Armii Krajowej, pułkownik Kazimierz Bąbiński „Luboń” wydał rozkazy formujące oddziały partyzanckie, kierując je do poszczególnych polskich kolonii, toczył boje na pisma i rozkazy z wojewodą Kazimierzem Banachem „Janem Linowskim”, Okręgowym Delegatem Rządu. Obaj Panowie mieli swoje rozkazy, swoje zadania, ambicje. Obaj dążyli do podporządkowania wszystkich Polaków z Wołynia właśnie im.
Kazimierz Banach był działaczem z ramienia Ludowców z „Roch-a”. Skłaniał się on bardziej do osiągnięcia porozumienia ze stroną ukraińską, nie dostrzegając, że druga strona nie zamierza takiegoż szukać ze stroną polską. Banach był organizatorem Batalionów Chłopskich, które w latach 1943 - 45 prowadziły walki z UPA w Galicji Wschodniej i na Lubelszczyźnie. Wiele z oddziałów Bojowników Chłopskich toczyło na wschodzie walki ze znaną z kolaboracji z Niemcami, Brygadą Świętokrzyską.
Kazimierz Bąbiński należał do „Piłsudczyków”, związany z sanacyjnymi rządami, nie wierzył w jakiekolwiek porozumienie i zdawał sobie sprawę z braku jakichkolwiek fundamentów do przeprowadzenia rozmów z nacjonalistami ukraińskimi. Czas pokazał, że to Bąbiński miał rację. Po „Krwawej Niedzieli” 11 lipca 1943, dla Banacha stało się jasne, że rozmów nie będzie i jedyne co może, to wspomagać działania partyzanckie Armii Krajowej, podległymi jego rozkazom, Batalionami Chłopskimi. Najbardziej intensywne walki pomiędzy wspomnianymi Batalionami, a UPA doszło w okolicy Samoobrony Przebraża, Hrubieszowa i Włodzimierza. Stoczone zostały bitwy pod Batorzem i w Puszczy Solskiej.
Wołyń zdradzony
Piotr Zychowicz w książce pod tytułem „Wołyń zdradzony” postawił szereg zarzutów oskarżając Armię Krajową o brak wystarczających działań na Kresach Wschodnich, mających obronić polską ludność. Przyznam, że trudno się z nim nie zgodzić.[1] Bąbiński wielokrotnie zwracał się do Komendy Głównej o wsparcie dla zagrożonej mordami ludności polskiej. Zwracał się o pozwolenie na większy udział w walkach albo o dostarczenie broni. Każda jego prośba była odrzucana. Komendant Główny Armii Krajowej Stefan Rowecki „Grot” tak odpowiadał za równo Banachowi, jak i Bąbińskiemu:
„Udział sił Zbrojnych w Kraju w organizowaniu samoobrony oraz jej bojowe nastawienie musi być ograniczone, gdyż nie mogą wszczynać powszechnej walki równej powstaniu i stracić z oczu głównego późniejszego zadania. Nie mam też dostatecznego uzbrojenia ani amunicji”[2]
Następca „Grota”, Tadeusz „Bór” Komorowski zdania nie zmienił.
Musiało się wydarzyć coś potwornego, coś spektakularnego, coś, czego nikt nigdy nie widział na naszych ziemiach. Zbliżała się „Krwawa Niedziela”.
Przebraże się zbroi
Przebraże się fortyfikowało. Początek lutego 1943 roku nie pozostawiał wątpliwości, że siepacze z UPA nie zamierzali zostawić przy życiu ani jednego Polaka. Do Polaków docierały informacje wywiadowcze przekazywane przez gońców, o planach ataków donosiła miejscowa ludność ukraińska, która nie była zarażona ideami nacjonalistów.
Armia Krajowa, Delegatura Rządu wymieniała się dokumentami, a w Przebrażach podjęto bardzo ważne dla wsi i całej okolicy, kluczowe decyzje.
Przed drugą wojną światową
Przebraże były jedną z największych wsi na Kresach Wschodnich. Nie była to rdzennie polska wioska. Takich na Wołyniu, w Galicji nie było ani jednej. Zdecydowaną większość mieszkańców wsi na Kresach stanowili Ukraińcy. W Przebrażach, przed wybuchem drugiej wojny światowej było ich około 85%. Wraz z okolicznymi Mostami, Chołopinami, Wydronką, Zagajnikiem, Majdanem Jezierskim, Jaźwinami, Przebraże tworzyło duże sołectwo zamieszkane przez około dwóch tysięcy Polaków. To w Przebrażu wybierano sołtysa, a w okolicznych wsiach rezydowali jego zastępcy, wybierani z przedstawicieli miejscowej ludności.
Dookoła Przebraża, w okolicy kilku kilometrów rozłożone były same wsie ukraińskie. Tam już Polaków próżno było szukać. Ideą kolonizacji Kresów, wprowadzone przez II Rzeczpospolitą było budowanie dużych wiosek zamieszkanych przez samych Polaków. Do takich miało należeć sołectwo Przebraże. Jednocześnie zniechęcano polskich kolonistów do szukania domostw w mniejszych wioskach, gdzie większość narodową stanowili Ukraińcy. Nie oznacza to, że nie było takich chętnych. Polscy koloniści chętnie wybierali mniejsze wioski, nie widząc zagrożenia z ich strony. Polscy koloniści otrzymywali od przedstawicieli lokalnych władz II Rzeczpospolitej, ziemie rolne, zwierzęta hodowlane, rekwirowane od chłopów ukraińskich. To budziło oczywisty sprzeciw i bunt lokalnych mieszkańców. Co prawda otrzymywali oni za ową ziemię i owe zwierzęta gratyfikację, ale często były to kwoty mocno zaniżone w porównaniu do cen rynkowych. Początkowa niechęć do Polaków, polskiej administracji, zaczęła przeradzać się w nienawiść. Wraz z upływem lat, przybywało Polaków, a ubywało własności Ukraińcom.
II wojna światowa
Po wybuchu Drugiej Wojny Światowej, upadku Rzeczpospolitej, wielu Ukraińców uznało to za sprawiedliwość dziejową, ale nie zamierzali z tego powodu prowadzić mordów na Polakach. Jeszcze wtedy nie planowali. Pierwsze lata okupacji sowieckiej także przeminęły, jak na warunki wojenne, spokojnie. Sowieci nie interesowali się mniejszymi wioskami zamieszkałymi przez mieszane społeczności. Interesowali się miastami, miasteczkami, większymi skupiskami polskimi, gdzie wyszukiwali przedstawicieli polskiej inteligencji, wojskowych, ludzi kultury, nauczycieli, działaczy społecznych.
Zło dopiero nadejdzie i jak już wspomniałem wcześniej, nie zawsze popełniane ochotniczo, a często pod przymusem, szantażem śmierci najbliższych, będących zakładnikami ukraińskich siepaczy.
Okupacja niemiecka
Rozpoczęta operacja Barbarossa z czerwca 1941 roku zmieniła sytuację Polaków na wschodzie. Wkroczenie niemieckich okupantów rozbudziło na nowo pragnienie ukraińskich nacjonalistów na proklamowanie ich ojczyzny. Propaganda OUN trafiła na podatny grunt i już w 1942 wywieszano pierwsze oficjalne antypolskie odezwy. Niemieckie władze nie interesowały się nimi, jeżeli dotyczyły one Polaków, Rosjan czy Żydów. Okupanci niemieccy powołali do życia ukraińską policję, a ta przesiąknięta była antypolskimi nastawieniem. Policja ukraińska sama z siebie nie mogła sobie pozwolić na samodzielne działania. Przede wszystkim musiała wykonywać polecenia i rozkazy niemieckie. Te dotyczyły przede wszystkim wyłapania wszystkich Żydów na Kresach. Polakami okupanci interesowali się w drugiej kolejności i to tylko wtedy, gdy ktoś znalazł się na listach prospekcyjnych, był działaczem politycznym, wojskowym, przedstawicielem kościoła, czy działaczem społecznym.[3]
Nacjonalizm ukraiński
OUN interesował się wszystkimi Polakami. Policjanci z posterunku w Trościańcu, w gminie, w którym leżały Przebraże, w 1942 roku, obwieścili wszystkim, że „Skończyliśmy z Żydami, teraz zaczniemy z Lachami”.
11 listopada 1942 roku wieś Oborniki została otoczona przez oddzial ukraińskich policjantów dowodzonych przez jednego Niemca. Przyszli z Kołek, Cumania, oraz Łopatni. Zabrali wszystkich mężczyzn i wywieźli do aresztu w Cumaniu. Wrócili 13 listopada. Na podwórzu gospodarstwa Józefa Trusiewicza zgromadzili wszystkich Polaków mieszkających we wsi. Schorowanego gospodarza zastrzelono w jego łóżku, zmuszając rodzinę do oglądania zbrodni. Kolejni ginęli w stodole, wprowadzani pojedynczo od strzału w głowę. W tym dniu zastrzelono trzydzieścioro Polaków, jedną Ukrainkę i jedną Żydówkę. Najstarsza ofiara miała sześćdziesiąt pięć lat, najmłodsza dwa. Po zbrodni policjanci załadowali dobytek polskich rodzin i odjechali do domów. [4]
Szerzej o tej zbrodni napisali wspólnie Ojciec z Córką, Władysław i Ewa Siemaszko, w monumentalnym dziele „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945”.
Takich zbrodni, w których ginął jeden, dwoje, kilkunastu, kilkudziesięciu Polaków, były tysiące. Polacy coraz częściej organizowali się i zamierzali bronić życie swoje, swoich bliskich, a jeżeli się udało, to swoich majątków.
Przebraże, polskie kły na Wołyniu
Przebraże było największą ufortyfikowaną kolonią polską, która powstała na Wołyniu. Była ością i cierniem dla Dymytro Klaczkiwskija, „Kłym Sawura”. Takich cierni powstało ponad dwadzieścia i wszystkie broniły całe polskie wioski oraz zbiory i dobytek. Kłym Sawur oczekiwał, że każda kolonia, która potrafiła się oprzeć zbrodniarzom, miała ostatecznie być pokonana, a jej obrońcy wraz z mieszkańcami, wymordowani. Taki miał plan i tego oczekiwał od swoich oddziałów.
Gmina Trościaniec bardzo często była kontrolowana przez oddziały ukraińskiej policji. Szukali broni, którą Polacy zbierali w okolicznych lasach, łąkach i polach. Front Barbarossy przeszedł, a karabiny, pistolety, granaty, amunicja, a nawet wraki sowieckich i niemieckich czołgów pozostały. Nie można było bezpiecznie szukać porzucpnej broni. Poczynania Polaków były obserwowane przez sąsiadów, a przeszukania polskich domów odbywały się bardzo często. Jak opisuje Mirosław Łoziński, mieszkaniec wsi Chołopina, który wraz z Gabrielem Łozińskim często wychodzili na poszukiwania, zostali wydani przez swojego sąsiada. Nocą odwiedził ich patrol policji, wyprowadził w las, zostali skatowani, ale nie wiadomo dlaczego, zostawiono ich przy życiu. Obaj później wstąpili w szeregi walczących w Przebrażach. Mniej szczęścia miał Józef Zalewski ze wsi Hermanówka. Jego zmasakrowane ciało zostało znaleziono przez polskich sąsiadów na drugi dzień po dokonanej zbrodni. [5]
Powoli naprzeciwko siepaczy z UPA zaczęli stawać uzbrojeni w broń palną polscy obrońcy.
Po rozprawie z ludnością żydowską, oddziały UPA zaczęły się grupować dookoła polskich kolonii.
"Harry" i "Lew"
Na początku marca 1943 roku starszyzna w Przebrażu wybrała na swoich dowódców Alberta Wasilewskiego, Władysława Cybulskiego, Stanisława Bochniewicza, Stanisława Ciszewskiego i Franciszka Żytkiewicza. Sformowano pierwszy oddział w sile trzydziestu uzbrojonych mężczyzn. Oddział miał być zawsze gotowy do akcji. Warty wystawiano nie tylko w nocy. Spontaniczne oddziały powstawały w Chołpinach, Jaźwinach, Mostach, Zagajniku, Komarówce, Rafałówce, Bielinie i Sienkiewiczówce.
8 kwietnia 1943 roku obrońcy z Przebraża zostali poinformowani o zamordowaniu jedenastoosobowej grupy wiernych zmierzających do kościoła w okolicy kolonii Dobra.[6] Sygnał ten został przyjęty z trwogą i w Przebrażach doszło do kolejnych poważnych przemian. Powołano komendanta obrony, którym został Henryk Cybulski. Jego zastępcą mianowano Franciszek Żytkiewicz, drugim zastępcą Albert Wasilewski. Stanisław Olszewski objął funkcję szefa sztabu. Ludwik Malinowski został szefem obrony cywilnej. W sztabie dowodzenia znaleźli się mieszkańcy wielu polskich wsi, między innymi Apolinary Oliwa z Rafałówki.
Samoobrona
Wszystkie okoliczne wsie, mniejsze kolonie włączono w system samoobrony. Niewielki oddział powoli się rozrastał, aż liczebnie stał się kompanią. Kompanię podzielono na cztery plutony, a nad każdą z nich czuwał wybrany przez sztab, zaufany Polak. W Przebrażach powstały szpital i przychodnia, którą kierowali wspólnie dr. Henryk Kałużyński i felczer Piotr Błażejczyk. Uruchomiono zakład rusznikarski naprawiający uszkodzoną broń i wymontowano z wraków czołgów radzieckich działka 45 mm i skonstruowano do nich lawety.
Każdego dnia fortyfikowano kolejne domy, stawiano zasieki, pułapki, mające zatrzymać nadciągających bandy UPA. Pomiędzy najbliższymi wioskami, koloniami, kursowali gońcy a główne drogi patrolowali zmobilizowani mieszkańcy.
Każda Kolonia na Wołyniu, to była samodzielna jednostka organizacyjna przypominająca struktury państwowe. Obowiązywało prawo przyjmowane przez władze wybrane przez starszyznę. Działały sądy, milicja, mleczarnie, młyny i piekarnie. Organizowano także życie towarzyskie czy kulturalne. Dzisiaj może to brzmieć jak jakaś opowieść z obcej planety, ale takimi tworami były właśnie największe z obwarowanych kolonii. Jeszcze bardziej nieznających tematu może zszokować fakt, że polscy rolnicy cały czas uprawiali pola, zbierali zboża, owoce, hodowali zwierzęta. Wszystko to czyniono pod eskortą silnie uzbrojonych obrońców. Plony musiały być chronione, aby wyżywić wszystkich mieszkańców kolonii. Jeżeli zaczynało brakować żywności, leków, innych artykułów pierwszej potrzeby, Cybulski wydawał rozkaz wyrównania stanów magazynowych i zabierano to co było potrzebne, ludności ukraińskiej, niechętnej Polakom.[7]
Wszyscy mieszkańcy mieli świadomość, że jeżeli popełnią chociaż mały błąd, coś przeoczą, może być to dla wszystkich bardzo brzemienne w skutkach. Napięcie zapewne było bardzo duże.
Uchodźcy z Wołynia
Do Przebraża zaczęli przybywać kolejni ocaleni od Rzezi Polacy. Wspominałem, że przed wojną, Przebraże liczyło nie więcej niż dwa tysiące Polaków, licząc z okolicznymi sołectwami. Na wiosnę 1943 w „twierdzy”, jak zaczęto nazywać wieś, przebywało około dziesięciu tysięcy uciekinierów. Jedynymi z pierwszych byli Polacy ze wsi Dobra. Kolejni przybyli z rejonu Kołek, Trościańca, Silna, Kiwerc, Poddębiec czy Ołyki. Liczba mieszkańców wzrastała, a to przynosiło nowe problemy z wyżywieniem i zakwaterowaniem. Rodzimi Polacy przyjmowali pod swoje dachy kolejne rodziny. Podjęto decyzje o budowaniu ziemianek, baraków z czego się dało. Miały one spełnić dwie role: mieszkaniowe i obronne.
Więcej Polaków, to także większe potrzeby żywieniowe.
Zbrodnia w Czetwertni
Grupa dwudziestu Przebrażan wyjechała do Czetwertni ośmioma furmankami po kartofle i mąkę, ewentualnie zboże. W drodze zostali zatrzymani przez duży oddział UPA i aresztowani. Zamknięci w ciemnej chacie, nie wiedzieli, gdzie się dokładnie znajdują. Po kilku godzinach uzbrojeni banderowcy przychodzili po kolei po każdego z nich i rozpoczęli brutalnie torturować, strzelając na zakończenie do każdej z ofiar. Rzeź przeżyło trzech Polaków. Adam Kurpiński , Czesław Kobylański i Dominik Kowalski. Czesław Kobylański wykorzystał moment nieuwagi i schował się na stryszku domu, w którym trzymano Polaków. Na jego szczęście nikt tam nie zaglądał. Po torturach Adam Kurpiński udawał trupa i nie drgnął nawet wtedy, gdy został uderzony kolbą w nogę przez jednego ze zbrodniarzy, sprawdzającego, czy wszyscy Polacy na pewno nie żyją. Jak wyglądał człowiek, któremu udało się cudownie ocalić życie, relacjonuje Mirosław Łoziński.
„(Dominik Kowalski) kiedy ocknął się wśród koszmarnej nocy i po rozwiązaniu z tyłu splątanych sznurem rąk i zluzowania postronka na szyi, powoli wyczołgał się na czworakach ze stodoły. Miał głowę rozciętą prawie do mózgu, czaszka była złamana. Brnąć zaroślami i lasami dowlókł się następnie do ukraińskiej miejscowości Susk, położonej około 10 kilometrów od Przebraża, gdzie wyczerpany zupełnie z sił dostał się do chłopskiej stodoły i popadł w omdlenie”[8]
W stodole został zauważony przez jej właścicieli. Na Wołyniu za najmniejszą pomoc „Lachom” groziła tylko jedna kara, kara śmierci zadawana bardzo brutalnie. Dwoje Ukraińców nie tylko nie wydało Polaka siepaczom, ale pod osłoną nocy zabrali rannego Kowalskiego i przewieźli go do Przebraża, przekazując informacje o tym, co się wydarzyło.
Takich ukraińskich gospodarzy było dużo więcej. Można ich przyrównać do polskiej rodziny Ulmów, ratujących z narażeniem życia niewinnych Żydów. Ci Ukraińcy, ratowali Polaków, przekazywali meldunki, ważne informacje, dostarczali żywność nie tylko do Przebraża.
Kilka dni po tym mordzie do Czetwertni udał się mocno uzbrojony oddział samoobrony. Na miejscu zastał tylko starszych Ukraińców, wszyscy młodzi, kiedy tylko dowiedzieli się, że zbliża się silny oddział uciekli do okolicznych lasów. Wszystkim pozostałym nakazano załadować ciała pomordowanych na furmanki i dostarczyć do Przebraża. Po dotarciu na miejsce byli przekonani, że w akcie zemsty zostaną potraktowani w podobny sposób. Ku ich zdumieniu, Komendant Ludwik Malinowski poinformował, że Polacy nie walczą ze starcami i nie zabijają niewinnych. Kiedy wrócili do swoich domów, wielu z nich zerwało wszelkie kontakty z UPA i zaczęli pomagać Polakom. Oczywiście, nie wszyscy.
Wyprawy po Polaków
Oprócz przygarniania wszystkich uciekinierów, obrońcy z Przebraża wielokrotnie organizowali wyprawy po tych Polaków, którzy nie byli w stanie samodzielnie przedrzeć się do bezpieczniejszego miejsca. Najczęściej takie wyprawy były przygotowywane na wieść o wycofujących się oddziałach niemieckich.
Polaków broniły nie tylko polskie oddziały samoobrony. Dla Polaków najbezpieczniej, oprócz obecności polskich partyzantów, było w otoczeniu wojsk niemieckich lub radzieckich oddziałów leśnych.
5 czerwca 1943 roku wyruszył tabor po polskich gospodarzy z niedalekich Kołek. Akcją dowodził główny komendant Przebraża, Henryk Cybulski. Dwustu uzbrojonych obrońców wyszło po Polaków mieszkających w rejonie wsi Kołki, dwadzieścia pięć kilometrów od Przebraża. Oprócz Polaków mieszkających w okolicy Kołek, ewakuowano wszystkich okolicznych mieszkańców wsi Taraże, Hoładnica, Marionówki i Rudniki. W milczącym pochodzie prowadzonych było kilkuset Polaków. Zbierano polskie rodziny w obie strony. W Grobelni jedna z rodzin poprosiła o czas na spakowanie się i chciała się ewakuować w drodze powrotnej. Kiedy polskie wojsko chciało zabrać tę jedną rodzinę, okazało się, że nie zdążyli. Wszystkie domy Polaków były spalone, gospodarza znaleziono zakłutego, jego żonę przybito nożami do drzwi, a dziecko pozostawiono rozerwane na stole. [9]
W lipcu 1943 roku w Przebrażach przebywało już ponad dwanaście tysięcy Polaków ewakuowanych nie tylko z najbliższego rejonu. Kolonia musiała zabezpieczyć się przed spodziewaną ofensywą UPA. Pas umocnień był długi na około dwadzieścia kilometrów i głęboki na około dziesięć kilometrów. Zasieki, okopy, transzeje, bunkry podziemne, to wszystko budowali Polacy w ukryciu przed czujnym okiem wroga, otaczającego wioski coraz ciaśniejszym pierścieniem. Umocnienia, okopy, a nawet prowizoryczne drogi wycięte w lasach docierały do Chołopin, Zagajnik, Rafałówki, Komadranki, Mostów, Józefina.
Partyzantka w obronie Polaków
Obrońców wspierał lokalny wywiad Armii Krajowej, udzielający wielu cennych informacji i jeżeli tylko nie stało to w sprzeczności z rozkazami z centrali, pomagał w czynnej walce przeciwko ukraińskim bandytom. Kierownictwo samoobrony szukało wsparcia także wśród partyzantów sowieckich, a nawet partyzanckich oddziałów NKWD pułkownika Prokopiuka.
"Łuna"
Rozkaz z 19 na 20 lipca 1943 roku, wydany przez Bąbińskiego, formował nowe oddziały partyzanckie, które od razu były kierowane do największych kolonii zamieszkanych przez Polaków. Do Przebraża został skierowany Oddział Partyzancki „Łuna”. Jego pierwszym dowódcą był Jan Rerutko „Drzazga”. W listopadzie Rerutko, wraz z dwoma podkomendnymi został podstępem zwabiony na rozmowy, a potem zamordowany przez oficerów NKWD. Dowodzenie objął Zygmunt Kulczycki „Olgierd”. Początkowa liczebność oddziały wynosiło około stu partyzantów, ale ich liczba systematycznie wzrastała.
Prokopiuk
Pułkownik Nikołaj Prokopiuk nie pomagał Polakom z potrzeby serca, nie kierował się wyższymi wartościami. Jako pułkownik NKWD miał postawione zadanie likwidacji band ukraińskich nacjonalistów i agitacji komunistycznej wśród ludności polskiej. Nic z tych rzeczy. Przede wszystkim był oficerem politycznym i walczył dla Związku Radzieckiego i Stalina. Wielu Polaków służących w samoobronach było kuszonych wstąpieniem w szeregi armii Berlinga. Rozkaz ze stycznia 1944 roku wydany przez Tadeusza „Bora” Komorowskiego o rozpoczęciu operacji „Burza” bardzo pomógł w realizacji tego zadania.
Walki o Przebraże
Pierwsze natarcie UPA na Przebraże nastąpiło 5 lipca 1943 roku. Oddziały siepaczy usiłowały wbić klin pomiędzy polskich obrońców, ale na żadnym odcinku ich atak się nie powiódł. Bandy UPA tym razem naprzeciwko siebie mieli zorganizowane wojsko, a nie pojedyncze bezbronne gospodarstwa. Pierwszy atak został odparty, ale to nie oznacza, że bitwa była wygrana. Jak tylko pierwsze ukraińskie oddziały się wycofały, to na rekonesans udał się konny odział Marcelego Żytkiewicza. Napotkał on na swojej drodze bezładnie przemieszczające się mniejsze oddziały UPA, których część rozbito, a pozostałe zostały zmuszone do panicznego odwrotu.
Niestety. Każdą porażkę z obrońcami o Przebraże, bandy UPA rekompensowały sobie zbrodniami dokonywanymi na Polakach mieszkających poza kolonią, którym nie można było pomóc. Nocna porażka z 4 na 5 lipca kosztowała życie kilkuset Polaków, mordowanych w bardzo okrutny sposób. Walka o Przebraże trwała dalej.
Pierwsze starcie wskazało obrońcom najsłabsze punkty, które od razu nakazano naprawić. Głównie chodziło o zbyt małą ilość okopów i transzei, oraz brak mniejszych bunkrów w kluczowych miejscach. Dodatkowo szturm wywołał atak paniki wśród tych, którzy znaleźli schronienie w kolonii. Wielu z nich chciało uciekać w nocy, nie wierząc w to, że obrońcy zdołają zapewnić bezpieczeństwo. Doskonale zdawali sobie sprawę z odwetu, jaki spotkałby wszystkich Polaków, gdyby obrona przegrała.
Kontratak na Trościaniec
Zwiad donosił, że wiele z oddziałów UPA podzieliło się na mniejsze grupy i zakwaterowali w mniejszych wioskach dookoła. 12 lipca Henryk Cybulski, na czele silnie uzbrojonego oddziału, zaatakował jedną z sotni skoszarowanej w szkole, w Trościańcu, całkowicie ją rozbijając. Akcja ta została podjęta po donosie dwóch zbiegłych ukraińskich chłopów, Sydora Olchowicza i Nikifora Klimczuka. Pod osłoną nocy, z białymi flagami, dostali się do Przebraża i zameldowali o liczebności band oraz ich zamiarach kolejnych ataków. Rozbicie jednej sotni, zmuszenie do panicznego odwrotu kolejnej, podniosło morale obrońców. Obrońcy wzięli się do poprawy fortyfikacji. Każdy dom stawał się minifortecą, w której miał być zapas broni, amunicji i jedzenia.
Żniwa
Obecność band dookoła kolonii nie mogła przeszkodzić żniwom. Na polach należących do polskich gospodarzy zboża dojrzewały do zbiorów, więc należało jak 
najszybciej wykonać to trudne i niebezpieczne zadanie. Wiele razy zastanawiałem się, dlaczego ukraińscy siepacze po prostu nie podpalili polskich pól. Z pomocą przyszedł mi Grzegorz Motyka w swojej książce „Od rzezi wołyńskiej do Akcji Wisła. Konflikt polsko ukraiński 1943-1947". Granice pól był bardzo nieregularne. Pola polskich gospodarzy przecinały się z ukraińskimi i podpalenie polskiego zboża skutkowało spaleniem zbiorów wszystkich dookoła. Na polach pojawili się silnie uzbrojeni obrońcy i setki żniwiarzy. Wszystko musiało być wykonane szybko i sprawnie. Początkowo UPA przyglądała się zbiorom z daleka. Od czasu do czasu padł strzał, który nikomu krzywdy nie zrobił. Im bliżej końca zbiorów, tym zaczepki UPA zaczynały być coraz silniejsze, aż doszło do regularnej bitwy pomiędzy Polakami a Ukraińcami. W rejonie Jaromla i Zofiówki w bitwie o zbiory, Polacy ponieśli straty wielu zabitych. Setki hektarów zostało zebranych dzięki ofiary ich życia.
W związku z tym, że zebrane zboże mogło wystarczyć co najwyżej do przetrwania najbliższej zimy, Henryk Cybulski zlecił wykonanie zwiadu, czy na okolicznych ukraińskich polach chłopów wrogich Polakom, nie zostało zboże gotowe do żniw, lub nie ma już zebranych plonach w stodołach. Odpowiedź przyszła bardzo szybko. Około czterech kilometrów od Przebraża, na polach czekało do zebrania ścięte zboże ukraińskich chłopów ze wsi Chopniów. Trzy uzbrojone po zęby kompanie otoczyły ukraińską wioskę, po krótkiej walce oddziały UPA się wycofały, a Polacy załadowali całe zboże i zwieźli do kolonii. Widmo głodu zostało zażegnane.
Chociaż w Przebrażach funkcjonowało kilka mniejszych młynów, to doskonale sobie zdawano sprawę, że to nie wystarczy.
Mieszkańcy Jeziora
Przebraże graniczyło z ukraińską wsią Jezioro. Już kilka miesięcy wcześniej Polacy i Ukraińcy doszli do porozumienia i nie wchodzili sobie w drogę. Wbrew indoktrynacji ukraińskich nacjonalistów, mieszkańcy wsi bardzo często współpracowali z obrońcami z Przebraża. Cybulski wysłał delegację do mieszkańców z Jeziora i poprosił o skorzystanie z jednego z młynów. Nikt z Jeziora nie zaprotestował. Polakom użyczono jeden z młynów i po kilku tygodniach całe polskie zboże zostało przerobione na mąkę. Nie wszyscy dali się omotać propagandzie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Wraz z końcem sierpnia Przebraże odparło trzy kolejne ukraińskie ataki. Wywiadowcy obrońców, oraz zaprzyjaźnieni Ukraińcy donosili o dużym zgrupowaniu oddziałów UPA w Kołkach i w Swozach. Sztab UPA miał siedzibę w Swozach. To ram wydano rozkaz specjalny, który miał zostać wykonany w najbliższych dniach. Siepacze zgromadzili ponad sześć tysięcy uzbrojonych w broń palną, siekiery i widły bandytów i zamierzali w jednym uderzeniu zmieść obrońców, zająć Przebraże i dokonać srogiej zemsty.
Szturm
Plan miał jedną, wielką wadę. O wszystkich ruchach dowiedzieli się obrońcy. Sama obrona została wzmocniona i dozbrojona. Informacje dawała przewagę Polakom, ale nie gwarantowały jeszcze zwycięstwa. Wszystkie ruchy oddziałów UPA zostały zauważone, a obrońcy poinstruowani, jak mądrze prowadzić walkę. Należało pozwolić atakującym podejść wystarczająco blisko i skosić atakujących. Każde kolejne ataki oddalały banderowców od sukcesu, ale mimo to, pozostawali na swoich pozycjach, ponosząc kolejne straty. Oddziały UPA postanowiły się okopać i czekały na kolejną okazję do ataku.
Cybulski wiedział, że w oddalonym o kilka kilometrów obozowisku, stacjonuje pułkownik Prokopiuk. Posłany goniec dostarczył prośbę do Pułkownika, a ten bez zbędnej zwłoki poderwał swoich partyzantów i wyszedł na tyły atakujących siepaczy. Od strony Przebraża zaatakowali Polacy i największe zgrupowanie UPA zostało wzięte w kleszcze, z którego nie było możliwości ucieczki. Przy jednym z poległych dowódców, znaleziono plany ataku, z których wynikało, że po południu miał się zacząć decydujący szturm. Szturmu nie było.
„W pewnym momencie nastąpiła zupełna cisza. Obrońcy zeszli ze stanowisk, aby obejrzeć pobojowisko. Setki zasłało łąki i pola Majdanu Jezierskiego i Józefina”
wspomina Gabriel Rosiński. Rozstawione w innych miejscach oddziały UPA się wycofały zostawiając swoich poległych oraz rannych pomimo ogłoszenia, że nikt z Polaków nie będzie przeszkadzał w pochówku poległych i zabraniu tych, którzy przeżyli. Nie pojawił się nikt z band ukraińskich. Pochówku dokonali Polacy wraz z Ukraińcami. [10]
Po bitwie
Ta bitwa była ostatnią próbą zniszczenia Przebraża przez sotnie bandytów z UPA. Nie oznacza to, że ludność mogła odetchnąć. Obrońcy Przebraża wspólnie z sowiecką partyzancką przeprowadzili wiele akcji przeciwko UPA i OUN. Za każdym razem walczono z uzbrojonymi bojówkami, a nie cywilami. Wielu Ukraińców było zaskoczonych postawą Polaków, którzy nie popełniali zbrodni, jakie cechowały działania UPA.
Obrońcy nigdy nie zapomnieli, że oddziały sowieckie nie są przyjaciółmi, a jedynie wypełniają powierzone im zadania wyeliminowania band UPA. Dużą grupę obrońców stanowili zakonspirowani żołnierze Armii Krajowej. Gdyby zostali zdemaskowani, mogło to grozić ich aresztowaniem przez Sowietów.
NKWD morduje "Drzagę"
7 listopada dowódca oddziału partyzanckiego „Łuna” Jan Rekutko „Drzazga” został zaproszony na spotkanie z pułkownikiem Prokopiukiem. Na spotkaniu Sowieci zaproponowali, aby ten przyłączył się do ich oddziału. „Drzazga” stanowczo odmówił, ale zadeklarował chęć dalszej wspólnej walki z bandami ukraińskimi. Żołnierze się pożegnali i ruszyli w drogę powrotną do Przebraża. Około czterystu metrów od obozowiska Rosjan Jan Rerutko „Drzazga”, Jan Link „Słoń”, Sławomir Steciuk „Piąty” zostali zamordowani przez partyzantów pułkownika Prokopiuka, który wielokrotnie zarzekał się, że nic o planach zamordowania polskich żołnierzy, nie wiedział.
Przebraże w 1944
Do stycznia 1944 roku obrońcy wielokrotnie przeprowadzali akcje brawurowej obrony i brawurowej ewakuacji ludności polskiej. Miasteczko Ołyki zostało opuszczone przez Niemców 3 stycznia 1944 roku. W Przebrażach nie czekano. Oddział liczący trzystu uzbrojonych żołnierzy, dwieście pięćdziesiąt furmanek, wyruszył po Polaków. W tej jednej akcji ratunkowej do Przebraża ewakuowano ponad tysiąc pięciuset Polaków.
Historia Przebraża kończy się w styczniu 1944, po wkroczeniu na te ziemie Armii Czerwonej.
Dalsze losy najważniejszych postaci były różne.
Po wojnie
Henryk Cybulski „Harry” przeżył wojnę i zmarł 12 marca 1971 roku. Jest pochowany na cmentarzu wojskowo-komunalnym w Lublinie.
Ludwig Malinowski „Lew” po zakończeniu walk o Przebraże, został wcielony do 1 Armii Wojska Polskiego i brał udział w walkach o Wał Pomorski, walczył o Kołobrzeg i w operacji berlińskiej. W latach pięćdziesiątych, jako były oficer Armii Krajowej, został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Zmarł 18 czerwca 1962 roku w Niemodlinie.
Kazimierz Bąbiński „Luboń” za walkę prowadzoną na Wołyniu został odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari. Od 2 listopada 1945 roku bardzo często skazywany przez władze komunistyczne z okresu stalinizmu. Zrehabilitowany przez sąd 7 sierpnia 1958 roku. Zmarł 24 września 1970 w Szczecinku.
Pułkownik Nikołaj Prokopiuk po walkach na Kresach Polskich walczył w Chinach, był skierowany do Drezna, radzieckiej strefy okupacyjnej, jako wojskowy doradca wydziału spraw wewnętrznych. Zmarł 11 czerwca 1975 roku w Moskwie.
Dmytro (Roman) Semenowycz Klaczkiwski był głównym odpowiedzialnym za działania OUN na terenie Wołynia. Wydawał rozkazy wszystkim oddziałom, odpowiedzialnym za brutalną eksterminację ludności polskiej, rosyjskiej i żydowskiej na Wołyniu. Zginął w trakcie walk z oddziałami NKWD 12 lutego 1945.
Odznaczeni zbrodniarze
Wielokrotnie odznaczany pośmiertnie przez współczesne władze Ukrainy, co należy uznać za jedną z najbardziej skandalicznych decyzji. Ukraina jest dzisiaj w stanie wojny z Rosją i należy ją wspierać. Ale mądrze. Nie wolno nam Polakom milczeć w momencie, kiedy jeden z największych zbrodniarzy mordujący polską ludność, zamiast wiecznego potępienia i ostracyzmu, otrzymuje pomniki i ordery. Trudno jest dzisiaj bronić walczących Ukraińców w Polsce, jeżeli sami dają najcięższą amunicję swoim przeciwnikom. Uważam, że do momentu rozważenia przez władze Ukrainy zakończenia gloryfikacji zbrodniarzy, nie powinna mieć ona prawa do nazywania jej państwem cywilizowanym. Może i wielu Ukraińców pragnie zachodu, ale mentalnie jest cały czas w okresie stalinizmu.
Dla Polaków wkroczenie wojsk sowieckich oznaczało zamianę z okupacji pod swastyką na okupację czerwonej gwiazdy. Musiało upłynąć 45 lat, zanim Armia Czerwona, 17 września 1992 roku, opuściła suwerenną Rzeczpospolitą.
Bibliografia:
„Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945” Ewa, Władysław Siemaszko; Wydawnictwo von Borowiecky 2008 rok;
„Mord na Wołyniu. Przemilczane ludobójstwo na Polakach” Marek A. Koprowski; Wyd. Replika 2023r;
"Od rzezi wołyńskiej do Akcji Wisła. Konflikt polsko ukraiński 1943-1947" Grzegorz Motyka; Wydawnictwo literackie; 2024r.;
"Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA" Piotr Zychowicz; Rebis; 2023r.
Zdjęcia strony internetowe poświęcone historii.
[1] "Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA" Piotr Zychowicz; Rebis; 2023r str. 97
[2] „Mord na Wołyniu. Przemilczane ludobójstwo na Polakach” Marek A. Koprowski; Wyd. Replika 2023r.; str. 136
[3] "Od rzezi wołyńskiej do Akcji Wisła. Konflikt polsko ukraiński 1943-1947" Grzegorz Motyka; Wydawnictwo literackie; 2024r str55
[4] „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945” Ewa, Władysław Siemaszko; Wydawnictwo von Borowiecky 2008 rok; str. 574
[5] „Mord na Wołyniu. Przemilczane ludobójstwo na Polakach” Marek A. Koprowski; Wyd. Replika 2023r str. 173
[6] „Mord na Wołyniu. Przemilczane ludobójstwo na Polakach” Marek A. Koprowski; Wyd. Replika 2023r; str 175
[7] "Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA" Piotr Zychowicz; Rebis; 2023r. str.94
[8] „Mord na Wołyniu. Przemilczane ludobójstwo na Polakach” Marek A. Koprowski; Wyd. Replika 2023r str 176
[9] „Mord na Wołyniu. Przemilczane ludobójstwo na Polakach” Marek A. Koprowski; Wyd. Replika 2023r str 179
[10] „Mord na Wołyniu. Przemilczane ludobójstwo na Polakach” Marek A. Koprowski; Wyd. Replika 2023r str. 196








Dodaj komentarz