Jeżeli rozpoczynam książkę, to zawieram umowę z jej autorem, że to, co jest mi zaproponowane w tej książce, nie będzie tylko przypadkowym zlepkiem słów i zdań. Chcę wierzyć, że nasza umowa, nie dotyczy tylko ceny, jaką muszę wydać, aby przeczytać, tak robią ludzie uczciwi, nie okradają Twórców, ale oczekuję ciekawej historii, skoro jest to proza przygodowa, obyczajowa, romantyczna. Sięgając po literaturę faktu, chcę wierzyć w to, że faktycznie trzyma się ona faktów. Historia powinna opowiadać o historii. Nie inaczej. Szkoda, że nie mam możliwości zażądania zwrotu gotówki, od autorów, którzy nigdy nic napisać nie powinni, albo tworzą, bo zauważyli, że szablon na bazie którego tworzą, jest opłacalny.
Joanna Kuciel–Frydryszak napisała wydawało by się niewiele książek, w porównaniu do chociaż by Remigiusza Mroza, ale w mojej ocenie, napisała jedne z tych ważniejszych, nie tyle w treści, co o ludziach, a o nich nikomu nie wolno zapominać.
„Służące do wszystkiego” i „Chłopki opowieść o naszych babkach”, bo to o tych pozycjach literackich mowa, zrobiły na mnie wrażenie, chociaż pozostawiły także sporo niedosytu. To dwa różne tytuły, przenikające się wzajemnie. Służące uśmiechają się do Chłopek, a Chłopki skłaniają się w stronę Służących. Chcą chociaż odrobinę dzielić swój los, a może i obowiązkami. Wiele z Chłopek stawały się Służącymi, a wiele powracających ze Służby, stawały się Chłopkami. Te powracające z wielkich miast, albo i z emigracji zarobkowej, nie były już tak uległymi, podporządkowanymi swoim rodzinom, mężom, mieszkańcom wsi i małych miasteczek. Zobaczyły, że można żyć inaczej, że Świat wygląda zupełnie inaczej, a mężczyzna nie musi, a raczej, nie powinien być Alfą i Omegą, ze statutem nie do naruszenia.
Chociaż wspominam o Służących, to przede wszystkim poświęcam czas Chłopkom, bo to One, o wiele częściej pozostawały w cieniu swoich ojców, mężów, księży, ubezwłasnowolnione, mające dużo pracować i jeszcze więcej rodzić. Dzieci, to przecież przyszłość narodu, tylko, że ta przyszłość, zupełnie inaczej wyglądała w miastach, a inaczej na wioskach.
Owszem, pomiędzy obraz wiejskiej nędzy i rozpaczy, jaka czekała na kobiety, Pani Joanna wplotła wspomnienia o tych odważniejszych, albo o tych, które spotkało więcej szczęścia, bo mąż okazywał się człowiekiem, a nie tylko rozpłodnikiem i widział w swojej żonie towarzysza życia, a nie wyrobnika.
Większość Chłopek nie miała takiego szczęścia. Celowo nie podaję imion, nazwisk, miejscowości, aby to sam Czytelnik sięgnął, otworzył i zatracił się w skupieniu, wyrabiając sobie opinię na temat.
Pani Joanna nie zapomina o chłopskiej rodzinie Ulmów, zdradzonych przez sąsiadów i rozstrzelanych przez nazistów za ukrywanie Żydów.
Pani Joanna skrupulatnie odnosi się do dokumentów. Bibliografia jest bogata, zawiera wiele listów, fotografii, adnotacji urzędowych. Szczególnie bolą te pisane prostą ręką przez chłopów, proszących o zwolnienie ich dzieci z zajęć szkolnych. Bieda była tak wielka, a dzieci, w tej grupie najbardziej liczne były dziewczynki, często wynajmowane do prac polowych, pasania bydła.
Nie chcę narzucać swojego zdania komukolwiek. Każdy Czytelnik zabierze ze sobą tę część z książki, która będzie mu pasować. Nie wszyscy musimy się zgadzać, ani co do roli kobiet na wsiach, ani co do ich roli w społeczeństwie w ogóle. Powinniśmy się zgadzać co do tego, że żadnej kobiecie nie wypada życzyć losu, jaki jest opisany przez Panią Joannę. Takiego losu nie życzę najgorszemu wrogowi.
Przy okazji. Nie wiele się mówi, nie wiele się rozmawia przy stołach świątecznych o literaturze, filmach, szeroko rozumianej kulturze. Tematy o Tusku, o Kaczyńskim, o reumatyzmie ciotki, o „bólach w krzyżu” wujka, o tych prawdziwych i naciąganych sukcesach naszych dzieci. Głównie przez to, że kto by dzisiaj chwalił się, że czyta książki. To nie lata 80, kiedy czytelnictwo było tak naturalne, jak papierosy rodziców do posiłku… Niestety…
Pani Joanna wywołała dyskusję w świecie zainteresowanych wydawnictwami. Sprawa poszła o system wynagrodzenia, stosowany przez dystrybutorów wobec Twórców. Kilka miesięcy temu podobną batalię stoczył Andrzej Sapkowski z twórcami gry opartej o bohatera jego książek. Najważniejsze, że twórcy osiągnęli swoje cele, wydawnictwa musiały sięgnąć głębiej do kieszeni, a czytelnik? Czytelnikowi nic się nie zmieniło, dalej będzie miał albo Achy i Ochy, albo tradycyjnie skrytykuje, bo nic tak Polakom nie wychodzi w życiu, jak krytyka. Oczywiście innych.
Joanna Kuciel-Frydryszak „Służące do wszystkiego” „Chłopki Opowieść o naszych babkach”.
Swoimi Słowami.








Dodaj komentarz